niedziela, 10 sierpnia 2014

Zapraszam


Nowa nauczycielka w szkole nie przypuszczała że impreza przed rozpoczęciem może zmienić jej życie. Przystojny chłopak, upojna noc, a potem szok. Co dalej gdy okaże się, że jej uczniem jest Louis który spędził z nią noc?


Harry jedyny ocalały z katastrofy lotniczej. Uczy się na nowo żyć i stara sobie wszystko przypomnieć. We wszystkim pomaga mu piękna wolontariuszka. Z biegiem czasu Harry coraz bardziej przywiązuje się do pięknej Ariel i jej małej córeczki Samanty. Przychodzi czas, żeby wrócić do Londynu. Musi pokazać, że żyje. Czy będzie dla niego tam miejsce? Czy zdoła wrócić do starego życia? Czy wróci do ukochanej, która już go opłakała, czy może znajdzie szczęście u boku kogoś innego? 



czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 14

Idę spacerem z zakupów. Jest mi ciężej bo to już bardzo blisko porodu. Przechodzę obok firmy Nialla. Widzę mężczyznę wychodzącego z jakąś blondynka. Od razu się krzywię. Kolejna głupia. Biedna dziewczyna. Idę dalej chcąc już być w domu, ale łapią mnie dziwne skurcze. Zatrzymuje się na chwilę. O kurwa. ..
- Nie, nie i nie. Nie teraz
- Alison-  podchodzi do mnie Niall.
- Nie dotykaj mnie - warczę z bólu
- Spokojnie. Chodź zawiozę cię do szpitala.- Wypuszczam powietrze. Rodzę to nie będę zaprzeczać. Prowadzi mnie do samochodu i dzwoni do Harry'ego. Zamykam oczy i głęboko oddycham. Jak to boli.
- Nie za wcześnie?
- Nie. - syczę przez zęby.
- Bo jak liczyłem to powinien być jeszcze miesiąc.
- Czy to ważne?! Boli!
- Nic nie poradzę.
- Nie odzywaj się po prostu.
- Jasne.- Odbiera telefon od Harry'ego Jak ten człowiek mnie drażnił. Jesteśmy pod szpitalem.  Prowadzi mnie do środka. Zaraz przyjeżdża Harry. Jezu jak mnie to boli. Wody już mi odeszły. Prowadzą mnie na porodówkę.
- Harry - biorę go mocno za rękę
- Jestem.- Nie zwraca uwagi, na siłę mojego uścisku. Leżę na łóżku do porodu z rozstawionymi nogami. I już nie mogę z bólu. Dają mi jakieś znieczulenie, ale i tak boli.
- Nie mogę juz..
- Jeszcze trochę.- Ten lekarz mówił to samo parę godzin temu. W końcu słyszę płacz. Zmęczona opadam na poduszki. Harry bierze ba ręce naszego synka i podchodzi do mnie.
- Śliczny..
- Bo nasz- całuje mnie w głowę. Uśmiecham się do niego. Jest naprawdę śliczny. Zabierają małego na badania, a mnie przenoszą na zwykłą salę. Jestem strasznie zmęczona. Zasypiam. Budzę  się i patrzę na Harry'ego który trzyma na rękach. Tobby'ego
- Hej - podnoszę się i siadam.
- Hej. Przywiozłem wam rzeczy i nawet sam go ubierałem.
- Brawo kochanie. Mogę?
- Tak. Idziemy do mamusi.
Uśmiecham się gdy go mam na rękach. Jest taki malutki i śliczny. Tak mój. Całuję go w czółko, a potem w rączkę.
- Wypełniłem dokumenty.
- To dobrze.
- Tak- pokazuje mi kartkę gdzie jest jego nazwisko.
- No i prawidłowo - uśmiecham się. Całuje mnie w usta. Oddaję pocałunek i patrzę na chłopca. Patrzy na mnie praktycznie granatowymi oczami.
- Boże...Cudowny jesteś skarbie .
- Nie można się na niego napatrzeć
- Tak. To prawda.
- Boże... jak ja was kocham
- Harry -uśmiecham się .- My ciebie.
- Uśmiech bo muszę się wami pochwalić.- Robi nam zdjęcie. Śmieje się tuląc synka. Oboje zwariowaliśmy na jego punkcie. Po paru dniach wypuszczają nas do domu. Stoję nad łóżeczkiem synka. Praktycznie nie wychodzę z jego pokoju
- Zrobiłem obiad
- Już idę.- Ciągnie mnie za rękę.
- Kochanie są tam kamery i elektroniczna niania
- Ale ja wiem.
- No to chodź.
- Ale on jest taki słodki. A może jednak mnie potrzebuje
- Chodź. Teraz śpi.
- No dobrze - idziemy do kuchni.
- Przyszły wyniki testów na ojcostwo.- Krztuszę się herbatą.
- Otwierałeś?
- Nie.
- Więc to zrób.
- Nie wiem czy chcę.
- To nic nie zmieni.
- Wiem. - Bierze do ręki kopertę i ją otwiera. Patrzę na niego. Trochę jestem ciekawa ale to i tak Harry będzie ojcem. Uśmiecha się do mnie i pokazuje kartkę na której jest jego nazwisko. Przyciągam go i całuję w usta.
- Tylko i wyłącznie ty.
- Tylko ja. Wiedziałem, że on jest mój.
- Nawet podobny - śmieję się. Przytula mnie do siebie. Jestem szczęśliwa. Wszystko jest dobrze. Zachłannie całuje mnie w usta. Oddaję pocałunki z uśmiechem. Kocham te usta. Przerywa nam płacz naszego syna.
- pójdę po niego
- Ja pójdę - wstaje i biegnę do niego. Pora karmienia. Harry tylko się śmieje.
- koniecznie chce córki nad którą będę mógł skakać.
- Ale jeszcze poczekasz.
- Wiem. Życie jest nie fair.- Kołyszę synka na rękach, a on zasypia. Siedzimy w salonie. Harry bawi się moimi palcami. Ktoś puka da drzwi. Wstaje i idę otworzyć. Nikogo nie ma za drzwiami. Trochę to dziwne. Rozglądam się jeszcze i wracam do środka. Siadam znów przy Harrym .
- Kto to ?
- Nikogo nie było.
- Serio? to dziwne.
- Tak dziwne.- Obejmuje mnie ramieniem. Wtulam się w niego. Zasypiam z głową na jego piersi.
Budzi mnie płacz małego. Od razu do niego wstaję i idę do karmić. Potem jeszcze przebieram. Rano zamierzamy iść na spacer do firmy Harry'ego przez co go odprowadzimy do pracy. Jemy szybko śniadanie i wychodzimy. Mały w wózku nie śpi. Przygląda nam się.
- Serio muszę iść do pracy?
- Sam to mówiłeś.
- Ale ja nie chce.
- To nie musisz.
- To dobrze, za bardzo bym tęsknił- mówi pochylając się nad wózkiem. Obejmuję go w pasie uśmiechając się. Całuje mnie w policzek. - Z wami nie idzie się rozstać nawet na parę godzin
- Ha, no wiesz możemy siedzieć ci w biurze - śmieje się.
- I tak wtedy dużo nie popracuje.
- No tak, tak. - poprawiam maleństwu kocyk.  Jest taki śliczny.
 - Czyli tatuś zostaje w domku.- Śmieję się. Lubię jak Harry jest przy nas.
- Wracamy?
- Tak
Zawracamy i wracamy do domu. Harry trzyma na rękach Tobby'ego i próbuje go uspokoić
- Może ma mokro?
- No właśnie nie
- Kolka?
- Może
- Głodny nie jest.
- Na zęby jest za mały
- A co się robi gdy dziecko ma kolke?
- Daje się mu koperkową herbatkę. Tak napisał mi Lou. W razie czego zrobił taką listę.
- Dobra.
- Mój biedny chłopczyk.- Harry tuli go do siebie. Wstaje i idę przygotować taką herbatę. Harry daje mu ją w buteleczce. Tak cudownie się nim zajmuje. Cudowny z niego ojciec, świata poza  nim nie widzi. Szkoda mi Tobby'ego . Mój mały skarb. Pomału się uspokaja.  W końcu zasypia Harry odkłada go do wózka.
- Pomogło
- Louis miał rację.
- jest doświadczony
- Tak. Ma wprawę.
- No widzisz Dobrze że może nam pomóc
- Tak.- Całuje mnie w usta.- Mały śpi więc mamy chwilę dla siebie.
- Ciekawe jak długą - śmieję się cicho.
- Z godzinę na pewno.- Składa pocałunki na mojej szyi.
- Tak myślisz? - odchylam głowę.
- Może nawet trochę więcej.
Wsuwam palce w jego włosy i uśmiecham się. Harry jeździ dłońmi po moim ciele i zachłannie całuje. To takie przyjemne. Trochę za tym tęskniłam. Bierze mnie na ręce i niesie do salonu.  Kładzie na sofie. Przyciągam go i całuje Ściąga ze mnie koszulkę. Coś wbija się mi w plecy. Ze śmiechem wyciągam spod nich smoczek. Odkładam go na stolik obok stojący.
- On zupełnie opanował nasz dom- śmieje się Harry i rozpina moje spodnie.
- Królewicz nasz - całuję go w usta i zdejmuję mu koszulę
- Tylko nasz.- ściąga swoje spodnie, uśmiecham się do niego. Wodzi ustami po moim ciele jednocześnie pozbawiając mnie bielizny. Ja pozbywam się również jego bokserek. Trzymam rękę na jego karku i oplatam jego pas nogami. Powoli we mnie wchodzi. To było cudowne. Leżymy sobie na kanapie kiedy Tobby zaczyna płakać.  Ubieram się i idę do niego.
- Ale dobrze zakładałem.
- Bardzo
- Mądre mamy dziecko, wie kiedy płakać.
- Tak, inteligentny chłopiec - zaczynam karmić chłopca
- Po tatusiu
- Pff.- Harry zaczyna się śmiać
- Po mamusi.
- Pół na pół
- Wierzmy w to.
- Masz coś do mojej inteligencji?
- Ależ oczywiście że nie.
- Jesteś wredna.
- Nie jestem kochanie.
- Nie odzywam się do ciebie
- Idź weź w ogóle.
- Idę- obrażony idzie do swojego gabinetu. Śmieje się pod nosem i patrzę na synka. Ten Harry... Jak go nie kochać. Mieliśmy bardzo szczęśliwe życie. Wszystko się układało, a mały dorastał.
KONIEC

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 13

Miesiąc później Kate wychodzi ze szpitala. Wszystko jest w porządku. Siedzą u nas i piją herbatę. Jestem nieco zła widząc jak Harry dobrze się z nią dogaduje. To po prostu zazdrość. Ma z nią dziecko no i byli razem.
- Może zostaniecie na parę dni. Wykorzystam Louis do składania mebli.- śmieje się Harry Wbijam wzrok w podłogę, bo chyba bym go zabiła teraz.
- Jak wam nie będzie przeszkadzać nasze towarzystwo - odpowiada pogodnie
- Weź Kate przestań. On tu prawie zamieszkał nie przeszkadza mi, że tak bałagani
- Haha - śmieje się.
- To co zostaniecie
- Jeśli naprawdę nie przeszkadzamy.
- Kochanie prawda, że nie przeszkadzają
- Skądże.- Całuje mnie w policzek.
- To super, muszę nauczyć Thoma mówić wujek.- Idę do kuchni i robię obiad. Jestem zła i zazdrosna. Ale mam satysfakcje widząc jej minę kiedy Harry mówi do mnie "kochanie", albo z czułością całuje. Lubię Kate no ale...grr
- Nie masz być o co zazdrosna- mówi wchodząc do kuchni
- Co?
- Nie musisz być zazdrosna. Ja kocham Louisa, a Harry kocha ciebie. On nigdy nie patrzył tak na mnie
jak patrz na ciebie
- Nie jestem zazdrosna
- Jesteś. To widać. Nie jesteś zadowolona, że zostajemy
- nie prawda. - wzruszam ramionami.
- Prawda, ale też bym była.
- Zawołasz ich na obiad?
- Jasne.- Wychodzi. Nakrywam do stołu. Jemy razem obiad Później zabieramy Suzie i Thoma na spacer. Niech Kate i Lou mają nieco samotności. Chodzimy po parku rozmawiając. Harry niesie na rękach małą, która ciągle o coś pyta. Bardzo lubi rozmawiać. I dużo się śmieje. Z wyglądu może i jest podobna do Harry'ego, ale z zachowania do Louisa
- W tył zwrot - mówię widząc kogoś przy fontannie. Wykręcam wózkiem i idziemy w drugą stronę
- Wiesz, że nie możesz wiecznie go unikać
- Mogę.
- Ja mogę na niego patrzeć a ty nie?
- Nie. Ja nie mogę.
- Dobrze.
- Usiądźmy na chwilę...- mamrocze. Siadamy na ławce przy placu zabaw. Jakoś słabo się czuje. Muszę odpocząć. Opieram głowę o ramię Harry'ego. Kręci mi się w głowie więc zamykam oczy.
- Skarbie co jest?
- Nic…- Całuje mnie w głowę.
- Nic? Jesteś blada
- Wydaje ci się.
- Może.- Oddycham głęboko. Naprawdę mi słabo.- Suzie chodź do wujka.
- Juś- biegnie do niego.
- Kupimy watę?
- Tak! - krzyczy radośnie.
- A ty kochanie chcesz?- Kręcę głową. Zaglądam do wózka. Ale widzę dwa wózki. Wszystko podwójnie. Harry idzie pod watę. Jest dwóch Harry’ch. Kurwa co się dzieje.
- Alison,,,
- Hm?
- CO się dzieje?
- Nie wiem. - odpowiadam zgodnie z prawdą.
- Zadzwonię po Lou i pojedziemy do lekarza
- Nie. To..ja. - jest mi nie dobrze i głowa mocno boli. - Atak migrenowy.
- Na pewno? Wrócimy do domu taksówką
- Tak mi się wydaje.- Harry dzwoni po taksówkę. Wracamy do domu. Idę do łazienki. Wymiotuje a głowa mi pęka.
- Harry mówił, że źle się czujesz. Mam tabletki, które brałam w ciąży
- Dzięki..
- Połóż się ja zrobię kolację.- Kiwam głową. Ląduje w łóżku. Harry przynosi mi herbatę.
- Przepraszam.
- Nie masz za co.- Całuje mnie w głowę. Wtulam się w poduszkę. Nienawidzę migreny. Harry przygasza światło i mocno mnie przytula. Jego ramiona są ostoją. Całuje mnie po głowie i cicho nuci. Zamykam oczy i usypiam .Budzę się głodna
-.jesteś wymagający – mówię do. Brzucha. Podnoszę się z łóżka. Czuję się lepiej. Harry'ego nie ma w pokouj. Wychodzę z sypialni. Spokojnie schodzę na dół. Harry siedzi w salonie pije wino z Kate. Idę do kuchni. Robię sobie kanapki. Wychodząc wpadam na Louisa.
- Gdzie dzieci? - pytam. - Chcesz kanapkę?
- Śpią. Nie.
- Nie pijesz z nimi?
- Piję. Tylko czytałem jeszcze jedną bajkę
- Aaa. Chyba że tak.
- No chodź siadaj z nami
- Nie.
- Dobra.- Biorę herbatę i wracam na górę. Siadam na łóżku i kładę rękę na brzuchu. Mały znów się rusza. Bardzo. Strasznie ruchliwy jest. Bardzo ruchliwy. Koniecznie nie chce mi dać spać w nocy. Ale w dzień jest nader spokojny. To jest rozrabiaka. Wchodzę do łazienki i nalewam wody do wanny. Rozbieram się i wchodzę do niej. Próbuje się odprężyć, ale ciągle myślę o Harry'm i Kate. Po prostu lubię ją ale mnie denerwuje. To z nią spędza teraz czas. Ją zna dłużej. Z nią ma dziecko. Przyjemniej jest pewny że to jego. Opieram rękę o wannę a o rękę głowę. Zaczynam cicho płakać. Sama skomplikowałam sobie życie Wychodzę z wanny i w piżamie kładę się do łóżka. Wtulam się w poduszkę i odwracam na bok. Zgaszam lampkę nakrywając się mocno kołdrą. Zasypiam już kiedy czuje jak ktoś się kładzie obok mnie.
- Wiem że śmierdzę alkoholem, ale zajęli mi kanapę.- mówi szeptem
- Nie ma sprawy - mruczę w poduszkę. Przyciąga mnie do siebie.
- Żeby wykorzystywać naszą kanapę. Tylko nam to wolno.
- Tak. -Całuje mnie w głowę.
- Kocham cię-mruczy
- Ja ciebie tez kocham...-Oboje Zasypiam.

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 12

Moi uczniowie bardzo się ucieszyli gdy znów zaczynam z nimi lekcje.
- Pamiętacie coś jeszcze z muzyki? - pytam wstając do tablicy, Patrzą na mnie ale żaden się nie odzywa. Wywracam oczami i biorę piosenki. siadam przy pianinie. Rozdaje im teksty. Od razu zabieramy się do pracy. Lekcje się kończą. Danny mój uczeń odprowadza mnie na parking. Pod szkołą czeka na mnie Harry. Idę do niego uśmiechając się
- Hej
- Hej - wsuwam ręce pod jego marynarkę.
- Miły ten uczeń.- Wywracam oczami śmiejąc się.
- ciekawe czy matematyczkę też tak lubią?
- Matematyczką jest nieco za stara na sympatię, oj chodź. - ciągnę go do auta. Całuje mnie w usta Oddaję pocałunek z uśmiechem.
- byłem dzisiaj w sklepie i kupiłem parę rzeczy
- Jakich?
- Takich małych i ślicznych
- Jesteś słodki.
- Więc się nie przestrasz.
- Parę to znaczy ile?
- No parę.
Kiwam głową. Wracamy do domu. W przedpokoju stoją pudełka. Torebki. Masa tego
- To jest parę?
- Tak.
- Jesteś wariat.
- Ale to same potrzebne rzeczy.
- No pewnie. - biorę do rąk jakieś ubranko. Słodkie.
- W któreś torbie był paragon. Muszę go znaleźć przed tobą.
- Tak, masz rację. Nie chcę wiedzieć ile to wszystko kosztowało bo cię zabije - przeglądam inne rzeczy.
- Mam. Od razu go schowam. Kręcę głową. Ja już wiem że on mało nie wydał.
- Ale te rzeczy są śliczne.
- Są.
- I mam katalogi z meblami
- Aaa, - uśmiecham się. - Serio to wszystko jest takie urocze.
- Tak, zaniosę je na górę
- Pomogę ci.
- Nie ja zaniosę
- Ja ci pomogę
- Nie, nie
- Tak.
- Nie
- Tak - zaczynam wnosić to na górę
- Uparta jesteś.
- Ty również.
- Ale nie powinnaś dźwigać
- To nie jest ciężkie.
- Ale i tak nie powinnaś.
- Marudzisz.
- Tylko troszkę, ale się martwię.
- Kotku wszystko w porządku.
- Dobra, ale i tak będę się martwić. Znasz mnie
- Za dobrze - śmieję się. Idziemy wnosić to wszystko. Siadamy w sypialni.- Myślałem, żeby zt ego pokoju obok zrobi pokoik. Przeniosę swój gabinet na dół.
- No dobrze.
- Teraz trzeba wybrać meble, a ja zatrudnię fachowców
- O wszystkim myślisz.
- Tak.
- Więc jesteś cudowny
- Nie chcę robić nic na ostatnią chwilę
- Rozumiem.- Całuje mnie w usta.
- To ja zrobię obiad. Na co macie ochotę.
- Na pizzę.
- To może lepiej żebym ją zamówił
- No właśnie. - śmieje się. Harry bierze telefon i zamawia nam pizze Mam duży apetyt. Harry bierze moją twarz w dłonie i zaczyna całować. Najpierw delikatnie, a już po chwili coraz bardziej zachłannie. Z uśmiechem oddaję jego pocałunki. Siadam mu na kolanach. Kładzie ręce na mojej tali i pogłębia pocałunek. Brakuje mi tchu. Odrywam się aby złapać powietrza. Uśmiecha się do mnie.
- Masz na coś ochotę?
- Mam ochotę na ciebie.
- Nie ma problemu
- Wiem.- Składa kolejne pocałunki na mojej szyi. Uśmiecham się. Jest mi tak dobrze. Harry ściąga ze mnie bluzkę i rzuca ją na podłogę. Ściskam w palcach jego koszule i zaraz ją zdejmuje . Zostawia malinki na mojej szyi i odpina mój stanik.  Po chwili on też ląduje na podłodze. Zachłannie całuje mnie w usta jeżdżąc dłońmi po moim ciele. Całuje jego szyję. Badam jego tors . Rozpina moje spodnie i kładzie mnie na łóżku. Oplatam go w pasie nogami. Przesuwam rękoma i dotykam jego barków. Szybko pozbawia mnie bielizny. A ja jego. Zostajemy nadzy. Całuje mnie w usta i delikatnie we mnie wchodzi.  Odchylam głowę do tyłu. Wzdycham mu do ucha. Jest cudownie. Bardzo cudownie. Dochodzę równo z nim.
Leżymy na łóżku. Harry zrywa się słyszą dzwonek do drzwi.
- To pewnie pizza. Śmieję się przewracając na plecy. Harry się ubiera i wychodzi z pokoju, ale po chwili wraca.
- Ali chodź na dół.- Jest zdenerwowany. Podnoszę się i ubieram.
- Co jest?
- Z Kate jest gorzej. Przenieśli ją tutaj do szpitala.
- Gorzej, przecież to tylko zapalenie płuc. Boże.
- No właśnie. Louis jest załamany. - Schodzimy na dół. Lou siedzi na kanapie. Nie wygląda za dobrze. Podchodzę do niego i przytulam. Patrzy na mnie przerażony.
- Wszystko będzie dobrze,
- Tak. Lekarze też tak mówią.
- musi być dobrze.- Kiwa głową i mnie przytula. Harry rozbiera dzieciaki.  Suzi siedzi na dywanie i ogląda bajki. Harry rozmawia z Louisem, a ja zajmuję się Thomasem. Usypiam go na rękach a potem wkładam do wózka.
- Przepraszam, że siedzę wam na głowie- mówi
- Przestań.
- Harry, a co jeśli ona nie wyzdrowieje. Nie reaguje na żadne antybiotyki. Oni mi nie mówią wszystkiego
17:27
Aluś
- Musisz myśleć pozytywnie.
- Myślę, staram się. - Było mi go szkoda. Naprawdę. To nie fajnie być w takiej sytuacji.
- Harry boję się o nią.
- My również.- Wygląda tak strasznie. Jak przerażone małe dziecko. Przytulam go prawie cały czas. Tak mi ich szkoda.
- Mam znajomego lekarza- mówi Harry.- Zadzwonię do niego. Jest jednym z najlepszych.
- Dziękuję.
- Jest mi coś winien więc na pewno ruszy swój tyłek z Szwajcarii.
Suzi chce jeść więc idę do kuchni i przygotowuję kolację. Karmię ją kanapkami. Jest słodka i jak się uśmiecha ma dołeczki. Louis musi ich bardzo kochać skoro co dzień patrzy na dziecko tak podobne do jego przyjaciela.
- Najedzona? - pytam z uśmiechem.
- Tak ciociu.
- Chcesz coś do picia kochanie?
- Soczku marchewkowego.- Wyjmuję szklankę i nalewam dziewczynce soku.
- Dobly - mówi wypijając całą szklankę. Daję jej jeszcze i idzie oglądać. Jest taka kochana. - Tato wlacamy dzisiaj do domku?
- Raczej tak, nie zostaniemy tu.
- Dlaczego? - wtrącam.
- Po co będziesz jeździł w tą i z powrotem.
- Możemy zostać?
- Tak. Doskonale o tym wiesz Lou. Jesteśmy przyjaciółmi.- Mówi Harry. Między nimi jest prawdziwa przyjaźń. Nie tak jak między nim a Niallem.
- Jestem ci wdzięczny. Za wszystko
- Powiedzmy, że jesteśmy kwita.
- Dzięki ..
- Nie ma sprawy. To idę załatwię tego lekarza. A ty połóż córkę spać. Oczy jej się kleją.- Louis bierze ją na ręce. Daję im sypialnie. Zamykam drzwi, żeby im nie przeszkadzać. Słyszę jeszcze jak zaczyna opowiadać jej bajkę. To słodkie. Z uśmiechem idę na dół. Harry rozmawia przez telefon i buja Thomasa w wózku. Siadam na fotelu na niego patrzę. Jest taki cudowny. Będzie wspaniałym ojcem Odkłada telefon i bierze chłopca na ręce. Patrzę na nich z uśmiechem. Nie wiem kiedy zasypiam na fotelu. Budzę się w łóżku, ale Harry'ego nie ma obok. Patrzę na zegarek, jest dopiero po północy. Wstaje i schodzę na dół. Harry śpi na kanapie trzymając na rękach Thoma. To cudowny widok. Ostrożnie biorę chłopca i wkładam go do złożonej kołyski.
- Thom...- Harry budzi się automatycznie
- Jest. Śpi
- Aa...- pociera twarz ręką.
- Idź ja przy nim posiedzę
- Nie. Ty masz jutro do szkoły.
- Nie ważne. Zostanę Tu.
- To chodź-  wyciąga do mnie ręce. Kładziemy się razem na sofie. Wtulam się w niego. Harry całuje mnie w głowę.- Nie wiem jak Lou to wytrzymuje.
- To że kate w szpitalu?
- Tak. Ja bym zwariował.
- Musi wytrzymać. Ma dzieci.
- Tak.
- Ty też byś wytrzymał
- Gdybym musiał- Całuję go w usta - Będzie dobrze.
- Musi być. Oni się bardzo kochają.
- Wiem,.
- Spij skarbie- Ja wierzę ze ona wyzdrowieję. Musi tak być. Ma dla kogo żyć. Zamykam oczy. Po chwili Zasypiam

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 11

Wychodzę z hotelu. Znalazłam w Internecie ogłoszenie mieszkania. Chcę je wynająć. Nie jest duże, ale bardzo ładne Udaje mi się dogadać z miłą kobietą. Podpisuję umowę i zaczynam kompletować meble. Uczę się też włoskiego Znajduję również dobrze płatną pracę. Układam sobie jakoś życie Nawet Niall do mnie nie raz dzwonił. Robię wszystko aby dziennikarze mnie nie poznali. Dotykam już lekko widocznego brzuszka.
- Będziemy sobie sami radzić- ubieram luźny sweter. Harry'ego. Parę jego rzeczy wzięłam ze sobą. Mam nadzieję że nie jest zły. Wychodzę z mieszkania i idę na USG. Jestem ciekawa jaka płeć mojego dziecka. Wchodzę do lekarza. Moja doktor jest bardzo miła. I mówi po angielsku.
- Co będę mieć? - pytam.
- Syn.
Uśmiecham się. Syn. Synek. Dostaję recepty i wychodzę. Idę przez park i patrzę na wydruk. Niechcący na kogoś wpadam.
- Przepraszam - mówię po angielsku i omijam osobę.
- Alison...
Zatrzymuje się prostując. Nie mogę uwierzyć, że to Harry. Kręcę głowa. Może jednak mnie nie poznał.
- Ali...- Łzy zbierają się w moich oczach Odwracam się bardzo powoli.
- Co. Ty. Tu. Robisz?
- Miałem spotkanie.- Uważnie mi się przygląda.- Dlaczego wyjechałaś?
- Bo..tak. - poprawiam sweter.
- No tak. Dobry powód. Cokolwiek dla ciebie znaczyłem.
- Nie mów tak - mój głos drży. - Kocham cię.
- To byś nie odeszła. Nie zostawiła mnie.
- To nie takie łatwe. Kocham cię ale nie mogę tak bo ..naprawdę nie mogę.
- Nie możesz. Nie należy mi się chociaż to.
- Zdradziłam cię. - mówię i odwracam się. Nie mogę mu dłużej patrzeć w oczy.
- Z Niallem?- Nie odpowiadam. Szybko idę do domu.
- Zaczekaj- łapie mnie za rękę.- Niall mi powiedział. Zdążyłem się z tym pogodzić.
- Ale ja się z tym nie pogodziłam. Przepraszam.
- Tylko dlatego wyjechałaś?
- Mniej więcej. Nie chciałam cię dłużej okłamywać a gdybym ci powiedziała i tak bym cię straciła
- Skąd wiesz? Naprawdę cię kocham. Dlatego to boli, ale bez ciebie życie boli jeszcze bardziej.
- Co? Powinieneś ..nie wiem znienawidzić
- Ale nie potrafię. Próbowałem, ale nie potrafię. - Płaczę i ocieram łzy. Bierze moją twarz w dłonie.
- Nie możesz mnie kochać. - prawie nie mogę złapać powietrza.
- Nie pozwalasz mi?
Biorę go za rękę i ciągnę do domu. Zamykam za nami drzwi. Biorę głęboki oddech i podnoszę sweter razem z bluzką. Patrzy na mnie zaszokowany
- Dlatego nie możesz.
- Nie mogę bo jesteś w ciąży?
- Bo nie wiem z kim.
- Mnie to nie interesuje. Chyba, że mnie nie kochasz, to po prostu wyjdę.
- Harry, kocham cię.
- Nie widzę problemów.- Przyciąga mnie do siebie.
- Ja..jak to?
- Kocham cię. Wariowałem przez ostatnie miesiące.
- Naprawdę ci to nie przeszkadza?
- Nie.- Uśmiecham się. Jestem okropnie. szczęśliwa.
 - A gdy będzie jego to mnie nie zostawisz?
- Nie zostawię. - Całuję go namiętnie w usta. Tęskniłam. Obejmuje mnie mocno. - Proszę nie odchodź już
- Już nigdy.
Całuje mnie w usta. Oddaję pocałunek. Ciągle się uśmiecham.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham.
- Chłopiec czy dziewczynka?
- Chłopiec.
- Szkoda że nie mała księżniczka
- No niestety. Książę.
- Też fajnie
Całuję go. Całuję go ci chwila nie mogąc się nacieszyć moim kochaniem. On tu jest. Wybaczył mi. Siedzimy na sofie. Całuje mój brzuch. Jest taki uroczy. Wsuwam palce w jego włosy i śmieje się.
- Czyli w 50% on jest mój.
- Tak.
- Tyle mi wystarczy
Głaszczę jego policzek. Jest wspaniały.
- wrócimy do domu?
- Ja ...ale tam jest Niall.
- To może mały domek w cichym miejscu.
- Eh, Hazz ja mu w końcu muszę powiedzieć.
- Wcale nie
- Muszę.
- Dla mnie to jest mój syn.- Kładzie rękę na moim brzuchu.  - Co myślisz o imieniu Tobby?
- Genialne. Naprawdę ładne. - całuję go w policzek.
- Tobby Styles
- Tak. Mam nadzieję.
- Oczywiście że tak
- Skarbie ale nie chcę już kłamać. Powiem mu. Jak potem to będzie jego dziecko to jeśli będzie chciał to będzie się z nim spotykał. Ale to ty będziesz jego tatą dobrze?
- Dobrze. Ty decydujesz.
- Kocham cię - łącze nasze usta. Oddaje moje pocałunki. Wracamy do Londynu. Jedziemy razem do wytwórni. Harry trzyma mnie za rękę. Idziemy do sekretarki. Wtulam się w niego.
- Jest Niall? - pyta.
- Jest.
- Możemy?
- Oczywiście
Idziemy do windy. Stoję wtulona w Harry"ego gdy jedziemy na górę . Wchodzimy do gabinetu Nialla.
- O cześć
- Cześć. Możemy? - ja nie mam odwagi się odzywać.
- Tak. Miło cię widzieć Alison
- Cześć... Musisz coś wiedzieć. - rozpinam płaszcz a harry mi go zdejmuje. Niall patrzy na mnie zaszokowany.
- Moje?
- Możliwe. - kładę dłoń na brzuszku.
- I czego ode mnie oczekujesz?
- Niczego. - odpowiadam i zaczyna we mnie buzować złość. - Może cię to kurwa zainteresuje. Ale jak nie to płakać nie będę. - warczę zdenerwowana.
- Ojcostwo nie jest moim marzeniem
- Naprawdę? Oh Boże a się łudziłam - nigdy nie użyłam tyle sarkazmu jestem okropnie zdenerwowana. Boli mnie brzuch.
- Jesteś dupkiem Horan- Harry podchodzi do niego i łapie za marynarkę.
- Wiesz to nie od dawna. Ale ty będziesz cudownym tatusiem.
- Tak. A ty zawsze będziesz sam. Miłej zabawy w swoim królestwie.
- Harry proszę chodź. Boli.
- Już skarbie. - Puszcza go i opiekuńczo obejmuje mnie ramionami. Chcę stąd wyjść. Głęboko oddycham. Idziemy do windy.
- boże z kim ja sypiałam.
- On taki jest, zawsze był, nie bez powodu cię ostrzegłem
- Harry przepraszam. Naprawdę.
- Już dobrze.- Obejmuje mnie.
Wracamy do domu. Zostawia mnie bo jedzie załatwić sprawy szybko w firmie. Robię kolację. Ubieram białą sukienkę która ładnie opina mój brzuch. W sypialni palą się same świeczki.
- Hej, co powiecie na pizzę. Bo padam i jestem głodny. Przepraszam, że tak długo.
Śmieję się do siebie i idę do holu.
- Wow...
- zjesz ze mną na kolację?
-tak. Bardzo chętnie.
- Wiec chodź. - wyciągam do niego rękę. Idziemy do jadalni. Siadamy do kolacji.
- Tęskniłem za tym.
Uśmiecham się do niego. Ja też. Jemy w miłej atmosferze. Harry opowiada mi o Thomasie.
- Pilnowałem tej dwójki cały tydzień.  To fajne. Nawet te ślinienie koszulki i to mojej.
- Ty będziesz świetnym ojcem. Nasz Tobby ma szczęście.
- Będę się starał. Nauczę go grać w piłkę i na fortepianie. - Biorę go za rękę. Kładę ją na brzuchu. Mały się kręci. Harry uśmiecha się do mnie.- Nie ważne że on go nie chce. Ja chce tego malucha i to bardzo.
Odwzajemniam uśmiech. Pochylam się i go całuję. To delikatny i czuły pocałunek. Wstaje od stołu. Biorę go za rękę i idziemy na górę. Wchodzimy do sypialni. Zamykam za nami drzwi.
- romantycznie tu.
- Chciałam żeby tak było.
- Nigdy się dla ciebie nie starałem.
- Nie prawda. - kładę mu dłonie na torsie.
- Trochę późno zacząłem, ale to zmienię.
- Kocham cię takiego.
Uśmiecha się do mnie i czule mnie całuje. Wszystko dzieje się tak powoli. Jest mi tak dobrze. Tak bardzo mi go brakowało. Tęskniłam za nim. Leżymy na łóżku Harry trzyma rękę  na moim brzuchu.
- Czy kiedyś będziemy mieli córeczkę? -pyta, a na dźwięk jego głosu mały już się tak nie kręci.
- Nawet dwie jak się postarasz - uśmiecham się. - Lubi twój głos.
- Czemu tak uważasz? I ja zawsze się staram
- jest spokojny gdy mówisz
- To będę mówić częściej, żeby dawał ci spać.
- Dziękuję.
- Dla ciebie wszystko. Hej mały, tu tatuś.
Śmieję się. Jest słodki. Bawię się jego loczkami
- Musisz dać mamie pospać.
- Koniecznie.
- cii  ja mówię. Zrobiłem sobie listę co będę robić. Będę śpiewał ci kołysanki, wychodził na spacery i mniej pracował.
Ja sama słuchając go zaczynam zasypiać. Uśmiecham się i odpływam. Budzę się taka wyspana. Chociaż miałam zły sen. Moja córka spotykał się z Niallem. W życiu Nigdy bym na to nie pozwoliła. Harry śpi z głową obok mojego brzuszka. Ciekawe ile tak mówił.
- Kochanie.  - całuję go we włosy.
- Tak?- otwiera jedno oko.
- Musisz mnie puścić.
- Czemu?
- Siusiu. I jeść.
- Już puszczam
Wstaje i ubieram jego koszule. Idę do łazienki. Jak wracam Harry'ego nie ma już w sypialni. Schodzę na dół. Moje kochanie stoi w kuchni i szykuje śniadanie.
- Co byś zjadła kochanie?- pyta odwracając się do mnie. Uśmiecham się i myślę na co mam ochotę.
- Może naleśniki? - przytulam się.
- Oczywiście. Będą naleśniki.
- Wiesz że cię kocham ? Bardzo
- Też cię kocham.- Palcami dotyka mojego policzka.- Bardzo cię kocham
- Dziękuję że jesteś. - całuję go delikatnie .
- Chcę być, więc jestem i dopóki mi pozwolisz to będę.
- Na zawsze.- Uśmiecha się do mnie i całuje.
 - To co robię te naleśniki.
- Pomogę ci.
Oboje zabieramy się za gotowanie. Gdy jest gotowe jemy nasze słodkie śniadanie. Nasz posiłek przerywa telefon.
- No hej Lou.... chora?... oczywiście że przyjadę... tak zajmę się maluchami... no już się zbieram...
Piję herbatę patrząc na niego.
- Jedziesz do Suzi? Może ci pomogę?
- Gdybyś mogła. Kate chora do szpitala ją położyli.
- Co się jej stało?
- No właśnie nie wiem dokładnie. Lou był roztrzęsiony.
- Gorzej jak to będzie coś poważnego.
- Tak. - Harry zrobił się taki smutny.
- Ale na pewno będzie dobrze
Kiwa głową w zamyśleniu. Przytulam go i całuję w policzek. Idziemy się ubrać i jedziemy do Doncaster. Harry z Louisem rozmawiają w ogrodzie a ja siedzę z dzieciakami. Są takie słodkie. Thomas jest już dość duży.
- Dzięki że zostaniecie-  mówi Lou.- Gratulacje.
- Ee..dzięki. - przytulam dziewczynkę. Zastanawiam się po kim ma zielone oczka.
- Chyba podobna do twojej żony - mówię.
- Eee... tak.
Patrzę na jego zmieszanie i nie rozumiem. Całuje małą w czoło i wychodzi.
- O co chodzi? - pytam Harry'ego.
- O nic. Chodź do wujka.
- aha..- daję smoczek Tomowi. Harry tylu ją do siebie.
- zjemy coś maluchu?
- Chcę spać.
- To idziemy spać.- Razem idą na górę.
Karmię mlekiem małego i tez usypiam. Harry wraca do salonu.
- Śpi?
- Tak.
- To dobrze.
Siada obok mnie i całuje w policzek. Przytulam się do niego uśmiechnięta. Całuje mnie po głowie
Znów czuję jak mały daje się we znaki. Uwielbia się przewracać. To się nazywa wiercipięta.
- Wolałabym go już urodzić.
- Jeszcze musisz poczekać.
- Jestem cierpliwa.
- To dobrze.
- Może wrócę do pracy w szkole.
- Albo zostaniesz w domu.
- Harry.
- Co?
- Mi się nudzi w domu.
- Za parę miesięcy będziesz marzyć  o nudzie
- Za parę miesięcy.
- Ja ci nie zabronię, ale też nie każe.
- Dziękuję. Ja też chcę zarabiać.
- Dobrze. Wróć do pracy.- Całuje mnie w usta. Uśmiecham się oddając pocałunek. Układa mnie na poduszkach kanapy i całuje po szyi. Przymykam oczy bo to bardzo przyjemne. On o tym wie, że to moje czułe miejsce.
- Wujku- z góry dobiega płacz. Harry zrywa się na zawołanie. Idę z nim na górę. Mężczyzna bierze na ręce płacząca dziewczynkę. Tuli ja do siebie próbując uspokoić. Mrużę oczy widząc ich podobieństwo
- Wujek już jest.- całuje ją w główkę.
- Pośpiewaj jej - mówię i wychodzę Coś mi nie gra. Słyszę jak cicho śpiewa. Schodzę na dół. Do domu wraca Louis.
- Cześć - mówię.
- Hej. Jedliście coś?
-  Nie, Harry usypia małą.
- Aa... zaraz zrobię obiad.
- Pomogę ci
- Jasne. - Idziemy do kuchni. Razem przygotowujemy obiad Lou jest strasznie rozkojarzony
- Co z twoją żoną?
- Bez zmian. Durne zapalenie płuc.
- A co tobą? - pytam.
- Dobrze. Nawet nie mogę do niej wejść.
- Przykro mi. - Uśmiecha się lekko.
- dzięki że jesteście. Nie wiem jak bym sobie poradził.
- Od tego są przyjaciele.
- Tak.
- A on to świetny wujek.
- Bardzo dobry... mała go uwielbia.
- Mogę wiedzieć czemu są do siebie podobni?
- eee...
- Louis.
- Bo ona jest jego.
- Słucham?
- On i Kate byli kiedyś razem.
- Dobrze wiedzieć - kiwam głową.
- Ali to był taki sam związek jak wasz na początku.
- Ale chciałabym wiedzieć że ma córkę - mówiłam cicho.
- On sam woli o tym nie myśleć. Od zawsze mówił ze będzie jej wujkiem
- Ale co innego mówi a co innego czuje
- On ją kocha.
- Tak, jak ojciec. Widać to Louis.
- Wiem. Nie mam co z nim konkurować. Bogaty tatuś, masa prezentów.
- Prezentami ciebie nie zastąpi - patrzę mu w oczy. - Generalnie ty jesteś jej ojcem. to ty ją wychowujesz, patrzyłeś jak uczyła się chodzić. nie Harry. Podobnie będzie z nami. Gdyby mój syn był dzieckiem Nialla, to nie Niall będzie jego ojcem.
- Więc oboje nie mamy się czym martwić.
- Nie wiem. Nialla nie będzie obchodzić mały, a Harry'ego Suzi bardzo obchodzi.
- Tak, ale on sam tak zdecydował. - Przytulam go. Na Harry'ego jestem zła że mi nie powiedział.
- Śpi. Chyba jest chora. Ma gorącą główkę.- do kuchni wchodzi Harry. Louis bierze leki i okład. Idzie na górę. Harry podchodzi do mnie. Patrzę na niego i odwracam się.
- Co jest kochanie?
- Czemu mi nie powiedziałeś?
- Czego?
- Wiesz czego - wzdycham.
- Bo wstydzę się tego jaki byłem. On umiał ją pokochać a ja chciałem zabić bo nie pasowało mi ojcostwo. - Odwracam się do niego zaskoczona.
- Zachowałem się gorzej niż Niall.
- To prawda, ale teraz to nadrabiasz.
- Wolę być jej wujkiem po co komplikować im życie.
- Nie masz więcej dzieci?
- Nie. Ale będę mieć syna. - Nie myślę, więc znów mnie zaskakuje.- Którego bardzo chce.
- Naszego tak?
- Tak.- Oddycham z ulgą. Przytulam się do niego. - Myślałaś że z kimś innym?
- Mętlik w głowie miałam.- Całuje mnie w usta.
 - Tylka ją mam i naszego synka. - Uśmiecham się.
- To dobrze.
- O obiad. Głodny jestem.- Śmieję się. Louis do nas schodzi i jemy obiad. Mówi że małej gorączka schodzi.
- To dobrze.- Harry się uśmiecha. Zaraz budzi się Thomas. Louis idzie do syna. Telefon mi wibruje. Wyciagam go z kieszeni.
- Weź z nim gadaj - daje telefon Harry'emu.Bierze mój telefon i odbiera.- Tak Niall
Ja nie chcę z nim gadać. Nie chcę nawet żeby dzwonił do mnie. Harry wychodzi z jadalni. Sprzątam po naszym obiedzie. Wkładam naczynia do zmywarki i siadam na kanapie. Głaszczę swój brzuch. Tobby się uspokoił. Lou wraca na dół z Thomem
- Cześć maluchu
Wyciąga do mnie rączki. Biorę go na ręce i całuję w czoło.,
- Mam być za zazdrosny?-  śmieje się Harry.
- Tylko trochę - uśmiecham się tuląc małego. On jest taki słodki. - Co chciał Niall?
- Wkurwić człowieka.
- To znaczy?
- Że jak coś to on łaskawie się wami zajmie i może płacić na syna.- Kręcę głową.
- Nie ważne.
- Tak.
- Kocham cię - pochylam się z Thomasem i całuję go w policzek. Uśmiecha się lekko. Mały kładzie mi rączkę na policzku a potem ciągnie za włosy.
- Oj ty.- Tom się śmieje głośno i dalej się bawi
- Maluchu jesteś jak twój tata
- Tata.
- Tam siedzi.- Patrzy na Louisa tymi niebieskimi patrzałkami.
- Tata - wyciąga rączki. Louis uśmiechnięty bierze go na ręce
- Tak, synku tata. Mój skarb - całuje go.
- Tego też chcę-  szepcze Harry do mojego ucha
- Doczekasz się - obejmuję go.
- Tak.- U Louisa jesteśmy do wieczora. We wszystkim mu pomagamy.
- Gdybyś jeszcze czegoś potrzebował. Obojętnie czego dzwoń
- jasne, dziękuję wam.
- od tego są przyjaciele

- Dziękuję - powtarza. Żegnamy się i idziemy do auta. Zasypiam w drodze.

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 10

Harry parkuje auto pod domem Louisa. Całuje mnie w usta.
- Tam zawsze jest tak głośno.
Uśmiecham się. Wysiadamy z samochodu. Harry bierze prezenty z bagażnika. Pomagam mu i wchodzimy do środka. W naszą stronę biegnie mała dziewczynka.
- Tato... ujek.- Wpada w ramiona dla Harry'ego
- Aa cześć Harry - w holu pojawia sie młody mężczyzna. Uśmiecha się do nas.
- Cześć i gratulacje syna.
- Dzięki, jest świetny. Ty jesteś...?
- Alison.
- Moja dziewczyna- dodaje Harry
- śliczna dziewczyna - brunet do mnie mruga i prowadzi nas do salonu. Siadamy na kanapie, dołącza do nas jakaś brunetka z małym chłopcem na rękach
- Cześć - uśmiecha się do nas. - to Thomas.
- Śliczny- mówi Harry.- Wziąłbym go, ale wasza córka zajmuje mi ręce.
- Kocham cię ujku
- Ja ciebie też mała. I mam nawet prezent
- Ale super. Jaki?
- No sprawdź.- Dziewczynka zeskakuje z jego kolan. Bierze pudełko i rozpakowuje. Dostaje domek dla lalek. Podbiega do Harry'ego i całuje go w policzek.
- Dziękuję ujku.
- Harry za bardzo ją rozpieszczasz- mówi Louis. - Non stop prezenty.
- Należy jej się.
- Tak raz na miesiąc. No na pewno. Zrób sobie własne i spróbuj je wtedy wychować dając same prezenty.
- Ej no wiesz ty nie dajesz, to ja mogę.
- Jaką ją rozpuścisz to ty pobawisz się w ojca.
- Jasne. Chodź królewno - znów ją bierze na kolana.
- A kto to?- pyta wskazując na mnie.
- To Alison. - mówi, a ja się do niej uśmiecham.
- Niall przyjedzie - oznajmia Louis.
- Co?- pytam zaszokowana.
- Za godzinę.
- Za godzinę musimy być w domu  -mówię do Harry'ego.
- Jasne.
Oddycham z ulgą. Całuje mnie w policzek. Zaraz zbieramy się do wyjścia. Wsiadam do auta a potem Harry i odjeżdżamy.
- Wiesz, że możemy się z nim minąć.
- Gorzej żeby Louis mu nie powiedział że byłam.
- Nie powie
- Jakie on ma auto?
- Czarne bmw
- Jak będziesz widział to powiedz. - opieram głowę o szybę.
- Dobrze- Nie chce żeby mnie zobaczył.
- Zajedziemy gdzieś na obiad
- Dobra. Nie chcę mi się gotować - śmieję się. zjeżdżamy do malej restauracji.
- lubię takie miejsca, tu przynajmniej mam spokój.- Obejmuje mnie ramieniem gdy wchodzimy do środka. Jest przytulnie.
- Czasem mam wrażenie, ze Lou wybrał najlepiej.
- czemu?
- Jest szczęśliwy. ma dom, rodzinę. nigdzie mu sie nie spieszy.
- Ty też możesz.
- Tak- Całuje mnie w usta. - Tylko czy się nadaje
- Dlaczego nie? - uśmiecham się.
- Nie wiem. Strasznie dużo pracuje i która chciałby być uwiązana do domu i dzieci.
- Ja lubię dzieci i na pewno nie czułabym się uwiązana.
- Chciałabyś?- Patrzy na mnie z nad karty
- Tak. -Całuje mnie w usta.
- Mówiłem, że cię kocham.
- Mówiłam że cię kocham.
- Tak- odpowiada i bierze mnie za rękę. Kiedy my oboje tak się zmieniliśmy. Kiedyś łączył nas tylko seks teraz nie możemy bez siebie żyć. I nie mam zamiaru go już ranić nieświadomie. Zamawiamy obiad. Harry jest bardzo szczęśliwy. Wyciągam z kieszeni telefon. Kolejny sms o Nialla.
"Mam nadzieję, że dobrze się bawisz z Harry'm"
" Fantastycznie, przeszkadza ci to?" Odpisuję.
" Nie, ale ciekawe jaki byłby szczęśliwy jakby się dowiedział co robi jego kochana dziewczyna w pracy"
"Myślę że się nie dowie bo szują nie jesteś. xx"
" A ty ponoć nie jesteś dziwką. Jak bardzo oboje się mylimy?"
" Ponoć nie. Daj mi spokój, bo nie wiem o co ci chodzi. Najpierw mnie podburzasz a teraz co chcesz zniszczyć? Zazdrość czy nuda?"
" Ani jedno, ani drugie. Uważaj."
" Jasne. Znajdź sobie kogoś. Może też będziesz szczęśliwy."
Zajmuję się jedzeniem obiadu. Nie dostaję już odpowiedzi, ale mój humor nieco się zepsuł. Nie wiem o co mu chodzi. Co chce zdziałać? Wracamy z Harrym do domu. Jestem zdenerwowana gdy za tydzień idę do pracy. Mam zamiar oddać piosenki sekretarce
- Pan Horan czeka na panią- mówi
- Serio? - wywracam oczami i wlokę się do niego.
- Usiądź.- Siadam i czekam aż zacznie mówić. Przeglądam woje piosenki.
- Ja tak łatwo nie odpuszczam
- To znaczy?
- To znaczy, że nie mam ochoty z ciebie rezygnować.- Wstaje z krzesła.
- Niall nie jestem zabawką.
- Ale mi się dobrze tobą bawi.
- Znajdź sobie inną zabawkę. - odpowiadam.
- Bo co? Chyba nie chcesz, żeby twój kochany Harry się dowiedział.
- O nie mój drogi. Szantażować to ty mnie nie będziesz- wstaję. - To po pierwsze. Po drugie co to dla ciebie przyjaźń? Chyba nie chcesz zranić przyjaciela.
- Może. A ty jak długo możesz go okłamywać.
- Nie mam zamiaru. W końcu mu powiem. Póki między mną a Harrym był taki układ jak między tobą a mną było dobrze Teraz nie jest.
- Miłość. Najbardziej niszczycielska siła.
- Masz - daje mu teksty.
- Dzięki. Powiedz mu on ci wybaczy.
- Powiem. A teraz przepraszam - biegnę do łazienki i wymiotuję.
- Co ci jest?- patrzy na mnie nieco zaniepokojony. Jakbym sama wiedziała. Nachylam się nad toaletą zwracając śniadanie.
- Może przejdź się do lekarza. Blado wyglądasz.
- Po prostu wracam do domu - przepłukuję usta i opieram się o umywalkę.
- Może cię odwiozę.
- Czemu o to pytasz? Czemu się martwisz?
- Bo nie jestem takim dupkiem.
- Przed chwilą wyda...- znów mi się cofa.
- Albo zadzwonię po Harry'ego.
Jest mi słabo. Opieram się o kafelki i zamykam oczy. Niall dzwoni po Harry'ego. Leżę na kanapie w jego gabinecie. Mam zamknięte oczy i naprawdę mdli mnie. Nie wiem od czego Do gabinetu wpada Harry. Dotyka mojego policzka. Mruczę coś półprzytomna. Po czym staram się szybko podnieść i znaleźć w łazience Mało nie ląduję na podłodze ale docieram tam gdzie chcę. Już nie mam czym wymiotować.
- Dzięki Niall- mówi Harry.- Do domu?
- Yhym - mruczę. - Mówiłam że jestem chora. - patrzę nieprzytomnie na szefa.
- Bierz ją do domu. Wszystko może mi wysyłać.
Harry bierze mnie na ręce. Przytulam się. Znosi mnie na dół.  Wsadza do auta. Wracamy do domu. Leżę na kanapie. Czuję się strasznie.
- Na pewno nie chcesz do lekarza?
-  Na pewno. - mamroczę. Trzymam głowę na jego kolanach. Zamykam oczy i staram się myśleć o czym innym. Co dzień to samo. Siedzę w łazience. Mam po prostu już dość. W oczy rzuca mi się pudełko... Podnoszę się z podłogi Biorę je do rąk. O nie...Jakieś dwa tygodnie temu powinnam mieć okres.
- Kochanie... Chodź przejedziemy się do lekarza- do drzwi puka Harry i przerywa mój tok myślenia
- Nie, nic mi nie jest - odpowiadam szybko.
- Martwię się.
- Wiem, ale naprawdę w porządku
- Dobrze. - Odpuszcza.
- Pójdę do apteki po tabletki przeciwbólowe,
- dobrze skarbie. Jakby co dzwon muszę iść na spotkanie.
Biorę bluzę i wybiegam. źle się czuję ale muszę to sprawdzić. Kupuję test ciążowy a nawet dwa. W domu moje podejrzenia potwierdzają się. Cholera. Siadam na podłodze. Nie wiem co mam zrobić. Niby Harry chciał rodziny, dzieci i tego wszystkiego a jeżeli to dziecko Nialla? Ja tak nie mogę. Nie mogę zyć pod znakiem zapytania, w kłamstwach. Nie potrafię. Słaba wymyślam że wyjadę. Pakuję się a moje zajęcia co chwila przerywają wymioty. Potem jadę na lotnisko. Nie wiem gdzie mam polecieć. Gdzieś jak najdalej Mam pieniądze i oto się nie muszę martwić. Wybieram Weronę. Harry dzwoni dopiero wieczorem Nie mogę odebrać. Nie robię tego. Siedzę w samochodzie jadącym do hotelu płacząc. Kładę się na łóżku i przytulam do poduszki. Ja mam dziecko w sobie. Kogo? Co ja narobiłam. Nie tylko ja na tym ucierpię. Skrzywdziłam Harry'ego. Nigdy tego nie chciałam. Telefon dzwoni bez przerwy. Co dnia mam miliony połączeń. Nie mogę odebrać. Co mam mu powiedzieć. Zdradziłam cię z twoim przyjacielem, jestem w ciąży tylko nie wiem z kim Niespodzianka Harry. Na pewno by się ucieszył.

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 9

Szykuje się do pracy. Poprawiam Harry'emu krawat.
- Teraz dobrze. - uśmiecham się.
- Wogóle bym sobie go odpuścić.
- niee. - całuję go w policzek.
- Nie lubię.
- Ale jako prezes się prezentuj. Idę do pracy. Miłego dnia - uśmiecham się i zabieram teczkę z piosenkami. Idę do wytwórni. Niall przez cały dzień jest zajęty. Pracuje do wieczora sama. Ale przynajmniej się nie rozpraszam i kończę aż trzy piosenki. Skomponowałam do wcześniej napisanego tekstu. Zbieram swoje rzeczy i wracam do domu. Zdejmuję trampki i padam na sofę zamykając oczy. Harry'ego jeszcze nie ma. A mi się nawet nie chce ruszyć aby zrobić kolację. Nadgarstek boli mnie od pisania. Sama nie wiem kiedy zasypiam. Budzę się w łóżku z Harry’m. Siedzi w okularach i pisze coś na komputerze.
- Co robisz?
- Pracuje.
- Nawet w domu - jęczę w poduszkę.
- Tak. Ty spałaś, nie miałem co robić.
Zamykam mu laptopa i odkładam. Obejmuję go i wtulam się. Całuje mnie w nos. Jest taki słodki z tą czułością. Uśmiecham się, a potem śmieję bo łaskocze. Składa pocałunek na moich ustach. Odwzajemniam go i pogłębiam. Bierze mnie na swoje kolana i całuje. Odwdzięczam mu się. Zdejmuję z niego koszulkę. Kładzie mnie na poduszkach i całuje po szyi. Przymykam oczy i wzdycham. Błądzę dłońmi po jego ciele. Zsuwa ze mnie spodnie, a moje koszulka ląduje na podłodze. Rozpinam pasek jego spodni i również się ich pozbywam. Całuje mnie po ramionach i dekolcie. Robię mu malinkę na szyi. Ocieram się o niego biodrami
- Jesteś niemożliwa.- śmieje się i pozbawia mnie bielizny. Uśmiecham się zadziornie i zsuwam mu bokserki. Powoli we mnie wchodzi. Składa pocałunki na mojej szyi.
- Kocham cię- mówi szeptem do mojego ucha. Te słowa są takie kojące. Bardzo chciałabym odpowiedzieć mu to samo.  Zamyka mi usta kolejnym pocałunkiem. Ale na samym końcu już nie mogę. Dochodzę z krzykiem. Leżymy na łóżku. Harry bawi się moimi palcami. Patrzę się w jego oczy. Tamuję łzy i staram się uśmiechać.
- Miałabyś dłuższe wolne?
- Nie wiem. Chyba nie.
- Szkoda. Muszę lecieć do Tosksnii na konferencje.
- Będę tęsknić - mówię w jego szyję.
- Ja też. Bardzo.
Całuję go w usta. Zasypiamy dopiero nad ranem. Gdy jem śniadanie Harry'ego już nie ma. Wychodzę z domu do galerii. Wiem, że Niall ma dziś urodziny. Nie wiem co mam mu kupić. Zastanawiam się, ale nie wiem. Chodzę bez celu po sklepach. Nie kupuję nic wielkiego. Decyduję się na muzyczny zeszyt, notes jakkolwiek. Widziałam masę kartek z piosenkami u niego. Pewnie sam się w tym gubi. Idę do firmy. Czekam aż Niall skończy spotkanie Rysuję po kartce nutki. W końcu kończy i mogę do niego wejść. Podchodzę do jego biurka wręczając mu prezent
- Eee... dzięki.- Opieram się o mebel z nieodgadnięta miną.
- Na co byłeś zły?
- Zły? Kiedy?
- Wtedy jak wyszłam. W ogóle wszystkiego najlepszego.
- Dziękuje. Nie byłem zły.
- I nie jesteś?
- Nie. Dlaczego miałbym być?
Wzruszam ramionami i pochylam się muskając ustami jego policzek. Jest dzisiaj taki dziwny. Odpycham się od biurka i biorę bluzę.
- Nie będę ci przeszkadzać. Tu masz jeszcze piosenki z wczoraj - podaję mu teczkę i idę do wyjścia.
- Jasne pa.
I jak nie jest zły jak jest? Eh, nie ważne. Wsiadam w autobus i wracam do domu. Jest tak pusto. Jem obiad i siadam na dywanie przy świecach. Odpoczywam.
- Hej skarbie. - Mówi Harry wchodząc do domu.
- Hej - uśmiecham się. - A ty nie na konferencji?
- Urwałem się. - siada obok mnie. Tylko dla mnie się urywa. Kładę dłoń na jego policzku i go całuję. To mój Harry. Mój z zielonymi oczami i chłopięcym uśmiechem. Przysuwam się do niego. Twarz wtulam w jego szyję.
- Co się dzieje?- Zaczynam płakać się trzymając jego kark. Obejmuje mnie i tuli do siebie. Nie mogę się uspokoić przez dłuższy czas. Siedzę tak w jego ramionach.
- co się dzieje? Ty nie płaczesz od tak
- Kiedyś muszę.
- Martwię się.
- Nic się nie dzieje. Przytul.
Tuli mnie do siebie. Uspokajam się dopiero po chwili. Ocieram łzy. Stracę go... Nie chce tego. Za bardzo mi zależy. Podnoszę głowę i delikatnie go całuje. Oddaje pocałunki równie delikatnie.
- Weźmy kąpiel. - mamroczę.
- Dobrze.- Bierze mnie na ręce i niesie do łazienki. Nalewamy wody do wanny i nadzy wchodzimy. Leżę w jego ramionach. Całuje mnie w kark i cicho nuci coś pod nosem. Przymykam oczy uśmiechając się. Jest mi z nim tak dobrze.- Nasz wspólny weekend aktualny? Czy będziesz pracować.
- Aktualny.
- Może pojechalibyśmy nad morze póki jest pogoda
- dobry pomysł.
- Cieszę się, że ci się podoba.
- Bardzo.
- Wychodzimy? czy nadal siedzimy?
- Wychodzimy
Wyciąga  mnie z wanny i owija ręcznikiem. Ubiera bokserki i idzie ze mną do sypialni. Zsuwam ręcznik i ciągnę go na łóżko. Przynajmniej tak mogę sprawić mu jakąkolwiek przyjemność. Całuję go w usta i siadam na nim okrakiem. Składam pocałunki na jego szyi i torsie. Masuję dłońmi ramiona mężczyzny. Uśmiecha się do mnie delikatnie. Całuję go jeszcze raz w usta. Biorę jego ręce i układam na swoich biodrach po czym je przesuwam. Delikatnie dotyka moich ud. Uśmiecham się zagryzając wargę. Jego dotyk jest tak czuły i delikatny jakbym byka porcelanowa lalka. Czymś najcenniejszy Jakby mnie podziwiał. Jestem w szoku że tak mnie traktuje. Siada i całuje mnie w usta. Kładzie mnie na materacu i zaczyna składać pocałunki na moim ciele. To jest cudowne. Takie ...jego. Tylko on tak robi.
- Gdzie mam cię jeszcze pocałować?- pyta nie odrywając ust od mojego brzucha
- Wszędzie Harry. - mruczę.
- Wszędzie?- Schodzi pocałunkami jeszcze niżej. Przejeżdża usta po wewnętrznej stronie moich ud.
- Oh...tak wszędzie.- Teraz druga noga. Zaciskam palce na narzucie łóżka.
- I tam...- mój głos jest piskliwy.
- Tam na pewno.- Czuję jego usta i język. O Boże...Jakie to przyjemne. Zamykam mocno oczy i jęczę. Niech nie przestaje. Ledwo łapie oddech. Chcę tak dojść. O Boże, cudownie.
- Jeszcze?- pyta na chwile odrywając się ode mnie.
- Tak - znów piszczę. Nie myślę. Czuję jego usta. Znowu... Wiję się. Krzyczę przez rozkosz. Podnosi się i składa namiętny pocałunek na moich ustach. Czuję słony smak swojego podniecenia. Oplatam jego pas nogami. Unoszę biodra i ocieram się o jego męskość jeszcze w bokserkach. Chcę go w sobie. Powoli zsuwam jego bokserki. Harry uśmiecha się do mnie przez pocałunek i powoli we mnie wchodzi, ale tylko trochę, ale zaraz się wycofuje. On mnie torturuje. Chcę żeby był we mnie i szybko się poruszał. On wszystko przedłuża. Robi to jeszcze raz i znowu, a ja jęczę niedozwolona.
- Kotku proszę... - mruczę. Aż krzyczę czując go całego w sobie. Jest szybki i zdecydowany.  I tak przez całą noc. Całą noc się kochamy. Rano budzę się niestety sama Na łóżku stoi taca ze śniadaniem i kartka. Siadam przeciągając się. biorę do rąk list.
"Musiałem jechać, ale wrócę wieczorem. Smacznego. Już tęsknię Harry."
Uśmiecham się i odkładam kartkę. Zjadam śniadanie i ubrana w sukienkę schodzę na dół. Mam dobry humor, więc siadam przy pianinie gram i piszę. Nie idę dzisiaj do pracy. Nie mogę oderwać się od nut. Mój szef chyba mnie nie wyrzuci co? Z uśmiechem zapisuję kolejny wers. Potem tworzę kolejną melodię.
Zadowolona idę do kuchni. Robię sobie herbatę. Biorę telefon do ręki i czytam sms'a od Nialla.
"Szkoda, że cię nie ma, akurat miałem ochotę na dobry seks."
No tak, przecież tylko o to mu chodzi. Odkładam komórkę już nie myśląc o tym. W głowie mam wspomnienia z poprzedniej nocy. To było cudowne. Wiem, że Harry nigdy by czegoś takiego nie napisał. Nigdy by mnie tak nie potraktował, chociaż wcześniej też chodziło mu oto. Ale nie byłam obiektem, który mógłby przelecieć i wyrzucić w kąt. Kończę herbatę i wracam do salonu. Muzyka to oderwanie od rzeczywistości. Spędzam tak resztę popołudnia zapominając o wszystkim innym. Pod wieczór idę do kuchni. Zaczynam przygotowywać kolację dla nas obojga. Harry wraca wieczorem z kwiatami. Patrzę na niego zaszokowana.
- O jej... - wymyka mi się z ust.
- Nie podobają ci się.- Z jego ust znika uśmiech.
- Są piękne! - biorę je i wstawiam do wazonu. - Dziękuję - całuję go w policzek. - Naprawdę, to miłe.- Uśmiecha się lekko.
- Jakoś mnie tak naszło. W podzięce za wczorajszą noc.
- To ja ci dziękuję.
- Nie masz za co.
- Było cudownie. Chodź, zrobiłam kolację - prowadzę go do jadalni.
- Za to też dziękuję. Mogłem kupić więcej kwiatów
- Tak, Harry całą kwiaciarnię - mówię ze śmiechem.
- To nie taki zły pomysł. Smaczne to.
- Dzięki, starałam się.
- Wspaniałe. Cudownie gotujesz.- Uśmiecham się do niego. Jemy kolację pijąc wino. Idę sprzątnąć i wracam do niego. Ktoś puka do drzwi i wszystko przerywa.
- Udawajmy ze nas nie ma - mówię całując jego miękkie usta.
- Jestem za.
- Więc ciii - kładę palec na wargach. Całuje mnie w usta. Oddaję pocałunek.
- Harry - wsuwam palce w jego włosy. - Też cię kocham.- Przytula mnie do siebie i całuje w głowę.
- Poprosisz Nialla o wolne dla mnie ? - pytam cicho.
- A ty nie możesz?
- Proszę.
- Jasne, nie chce ci się do pracy?
- Tak trochę.
Tak gdyby on wiedział co ja robię w pracy. Ciekawe czy płaci mi za teksty, a może seks. Może zacznę myśleć nad zwolnieniem się.  Wtulam się w Harry'ego. Spędzamy spokojny wieczór. Nie chcę jutro do pracy. Harry dzwoni do Nialla.
- No zachorowała, ledwo mówi.- Zakrywam usta, aby się nie śmiać.
- Do końca tygodnia- Harry patrzy na mnie pytająco. Kiwam głową skrzywiona.
- Powiedz żę jak nie to mu wyślę teksty - szepczę.
- Może wysyłać ci teksty... no jasne niech się kuruje.- Rozłącza się. Siadam mu na kolanach i całuję.
- Masz wolne aż wyzdrowiejesz.
- To ja chyba będę bardzo długo chora.
- To może pojedziesz że mną do kolegi.- ja chyba nie chce poznawać więcej jego znajomych.- Dziecko mu się urodziło zawiózłbym prezent
- A, jasne - do takiego kolegi mogę jechać.
- Ale najpierw muszę prezent kupić, a raczej dwa. Bo moja chrześnica nie będzie zadowolona.
- To może ci pomogę?
- Na to liczyłem.- Całuje mnie w usta.- Ma trzy lata i jest bardzo kapryśna. Typowa kobieta
- No wiesz.
- Ale ją uwielbiam.- Sięga po swój telefon i pokazuje mi ich wspólne zdjęcie.- To Suzie.
- Jaka śliczna - biorę komórkę do ręki. - Słodka.
- Wiem. Udała się dla Tommo.
- Aa to córka Lou tak?
- Tak. W końcu dorobił się też i syna, - Nie znałam go osobiście. Tylko słuchałam o louisie.
- Nie przeszkadza ci wycieczka do Doncaster?
- Nie.
- To dobrze.- Składa pocałunki na mojej szyi.Mruczę zadowolona z pieszczoty.
- Ali gdyby coś było nie tak powiedziałabyś mi?- Przełykam ślinę zdenerwowana. Nagle zrobiło mi się gorąco.
 - Jeśli to było by istotne.
- Nic cię nie łączy z Niallem? Bo dostałem głupiego sms'a i chcę się tylko upewnić.
- Jakiego znów smsa?
- Nawet nie wiem od kogo. Była sprawdź czy twoja dziewczyna nie sypia z przyjacielem. Jakoś tak.  Wczoraj po południu go dostałem.
- Noc powinna ci udowodnić co czuje.- całuję go. Błagam skończmy ten temat
- Chciałem tylko się zapytać. Ja cie wierzę. Nie jesteś taka.- Całuje mnie w usta.- A może masz ochotę na więcej dowodów.
- Bardzo. - jestem Harry. Jestem tylko o tym nie wiesz. Całuje mnie w usta i powoli rozbiera. Jak mam to wszystko naprawić.  Naprawdę go kocham. Teraz to wiem.Spędzamy bardzo miłą noc. Leże przy nim głęboko oddychając. Obudziłam się przed chwilą. Jakim cudem nie mam jeszcze dość? Harry tuli mnie do siebie. Nogi mam wplątane w jego.  Zamykam oczy starając się znów zasnąć. Cholera jasna, jakoś mi nie wychodzi.
- Harry - budzę go. Ja to mam głupie prośby.
- Tak- mówi zaspany. Całuję go w usta kilkakrotnie.
- Jeszcze?- pyta między pocałunkami. Uśmiecham się do niego niewinnie. Całuje mnie w usta i przyciska do materaca Tym razem wchodzi we mnie szybko. Głośno krzyczę czując go całego. Rozpycha mnie od środka.Daję mi bardzo dużo przyjemności. Oj bardzo.