niedziela, 10 sierpnia 2014

Zapraszam


Nowa nauczycielka w szkole nie przypuszczała że impreza przed rozpoczęciem może zmienić jej życie. Przystojny chłopak, upojna noc, a potem szok. Co dalej gdy okaże się, że jej uczniem jest Louis który spędził z nią noc?


Harry jedyny ocalały z katastrofy lotniczej. Uczy się na nowo żyć i stara sobie wszystko przypomnieć. We wszystkim pomaga mu piękna wolontariuszka. Z biegiem czasu Harry coraz bardziej przywiązuje się do pięknej Ariel i jej małej córeczki Samanty. Przychodzi czas, żeby wrócić do Londynu. Musi pokazać, że żyje. Czy będzie dla niego tam miejsce? Czy zdoła wrócić do starego życia? Czy wróci do ukochanej, która już go opłakała, czy może znajdzie szczęście u boku kogoś innego? 



czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 14

Idę spacerem z zakupów. Jest mi ciężej bo to już bardzo blisko porodu. Przechodzę obok firmy Nialla. Widzę mężczyznę wychodzącego z jakąś blondynka. Od razu się krzywię. Kolejna głupia. Biedna dziewczyna. Idę dalej chcąc już być w domu, ale łapią mnie dziwne skurcze. Zatrzymuje się na chwilę. O kurwa. ..
- Nie, nie i nie. Nie teraz
- Alison-  podchodzi do mnie Niall.
- Nie dotykaj mnie - warczę z bólu
- Spokojnie. Chodź zawiozę cię do szpitala.- Wypuszczam powietrze. Rodzę to nie będę zaprzeczać. Prowadzi mnie do samochodu i dzwoni do Harry'ego. Zamykam oczy i głęboko oddycham. Jak to boli.
- Nie za wcześnie?
- Nie. - syczę przez zęby.
- Bo jak liczyłem to powinien być jeszcze miesiąc.
- Czy to ważne?! Boli!
- Nic nie poradzę.
- Nie odzywaj się po prostu.
- Jasne.- Odbiera telefon od Harry'ego Jak ten człowiek mnie drażnił. Jesteśmy pod szpitalem.  Prowadzi mnie do środka. Zaraz przyjeżdża Harry. Jezu jak mnie to boli. Wody już mi odeszły. Prowadzą mnie na porodówkę.
- Harry - biorę go mocno za rękę
- Jestem.- Nie zwraca uwagi, na siłę mojego uścisku. Leżę na łóżku do porodu z rozstawionymi nogami. I już nie mogę z bólu. Dają mi jakieś znieczulenie, ale i tak boli.
- Nie mogę juz..
- Jeszcze trochę.- Ten lekarz mówił to samo parę godzin temu. W końcu słyszę płacz. Zmęczona opadam na poduszki. Harry bierze ba ręce naszego synka i podchodzi do mnie.
- Śliczny..
- Bo nasz- całuje mnie w głowę. Uśmiecham się do niego. Jest naprawdę śliczny. Zabierają małego na badania, a mnie przenoszą na zwykłą salę. Jestem strasznie zmęczona. Zasypiam. Budzę  się i patrzę na Harry'ego który trzyma na rękach. Tobby'ego
- Hej - podnoszę się i siadam.
- Hej. Przywiozłem wam rzeczy i nawet sam go ubierałem.
- Brawo kochanie. Mogę?
- Tak. Idziemy do mamusi.
Uśmiecham się gdy go mam na rękach. Jest taki malutki i śliczny. Tak mój. Całuję go w czółko, a potem w rączkę.
- Wypełniłem dokumenty.
- To dobrze.
- Tak- pokazuje mi kartkę gdzie jest jego nazwisko.
- No i prawidłowo - uśmiecham się. Całuje mnie w usta. Oddaję pocałunek i patrzę na chłopca. Patrzy na mnie praktycznie granatowymi oczami.
- Boże...Cudowny jesteś skarbie .
- Nie można się na niego napatrzeć
- Tak. To prawda.
- Boże... jak ja was kocham
- Harry -uśmiecham się .- My ciebie.
- Uśmiech bo muszę się wami pochwalić.- Robi nam zdjęcie. Śmieje się tuląc synka. Oboje zwariowaliśmy na jego punkcie. Po paru dniach wypuszczają nas do domu. Stoję nad łóżeczkiem synka. Praktycznie nie wychodzę z jego pokoju
- Zrobiłem obiad
- Już idę.- Ciągnie mnie za rękę.
- Kochanie są tam kamery i elektroniczna niania
- Ale ja wiem.
- No to chodź.
- Ale on jest taki słodki. A może jednak mnie potrzebuje
- Chodź. Teraz śpi.
- No dobrze - idziemy do kuchni.
- Przyszły wyniki testów na ojcostwo.- Krztuszę się herbatą.
- Otwierałeś?
- Nie.
- Więc to zrób.
- Nie wiem czy chcę.
- To nic nie zmieni.
- Wiem. - Bierze do ręki kopertę i ją otwiera. Patrzę na niego. Trochę jestem ciekawa ale to i tak Harry będzie ojcem. Uśmiecha się do mnie i pokazuje kartkę na której jest jego nazwisko. Przyciągam go i całuję w usta.
- Tylko i wyłącznie ty.
- Tylko ja. Wiedziałem, że on jest mój.
- Nawet podobny - śmieję się. Przytula mnie do siebie. Jestem szczęśliwa. Wszystko jest dobrze. Zachłannie całuje mnie w usta. Oddaję pocałunki z uśmiechem. Kocham te usta. Przerywa nam płacz naszego syna.
- pójdę po niego
- Ja pójdę - wstaje i biegnę do niego. Pora karmienia. Harry tylko się śmieje.
- koniecznie chce córki nad którą będę mógł skakać.
- Ale jeszcze poczekasz.
- Wiem. Życie jest nie fair.- Kołyszę synka na rękach, a on zasypia. Siedzimy w salonie. Harry bawi się moimi palcami. Ktoś puka da drzwi. Wstaje i idę otworzyć. Nikogo nie ma za drzwiami. Trochę to dziwne. Rozglądam się jeszcze i wracam do środka. Siadam znów przy Harrym .
- Kto to ?
- Nikogo nie było.
- Serio? to dziwne.
- Tak dziwne.- Obejmuje mnie ramieniem. Wtulam się w niego. Zasypiam z głową na jego piersi.
Budzi mnie płacz małego. Od razu do niego wstaję i idę do karmić. Potem jeszcze przebieram. Rano zamierzamy iść na spacer do firmy Harry'ego przez co go odprowadzimy do pracy. Jemy szybko śniadanie i wychodzimy. Mały w wózku nie śpi. Przygląda nam się.
- Serio muszę iść do pracy?
- Sam to mówiłeś.
- Ale ja nie chce.
- To nie musisz.
- To dobrze, za bardzo bym tęsknił- mówi pochylając się nad wózkiem. Obejmuję go w pasie uśmiechając się. Całuje mnie w policzek. - Z wami nie idzie się rozstać nawet na parę godzin
- Ha, no wiesz możemy siedzieć ci w biurze - śmieje się.
- I tak wtedy dużo nie popracuje.
- No tak, tak. - poprawiam maleństwu kocyk.  Jest taki śliczny.
 - Czyli tatuś zostaje w domku.- Śmieję się. Lubię jak Harry jest przy nas.
- Wracamy?
- Tak
Zawracamy i wracamy do domu. Harry trzyma na rękach Tobby'ego i próbuje go uspokoić
- Może ma mokro?
- No właśnie nie
- Kolka?
- Może
- Głodny nie jest.
- Na zęby jest za mały
- A co się robi gdy dziecko ma kolke?
- Daje się mu koperkową herbatkę. Tak napisał mi Lou. W razie czego zrobił taką listę.
- Dobra.
- Mój biedny chłopczyk.- Harry tuli go do siebie. Wstaje i idę przygotować taką herbatę. Harry daje mu ją w buteleczce. Tak cudownie się nim zajmuje. Cudowny z niego ojciec, świata poza  nim nie widzi. Szkoda mi Tobby'ego . Mój mały skarb. Pomału się uspokaja.  W końcu zasypia Harry odkłada go do wózka.
- Pomogło
- Louis miał rację.
- jest doświadczony
- Tak. Ma wprawę.
- No widzisz Dobrze że może nam pomóc
- Tak.- Całuje mnie w usta.- Mały śpi więc mamy chwilę dla siebie.
- Ciekawe jak długą - śmieję się cicho.
- Z godzinę na pewno.- Składa pocałunki na mojej szyi.
- Tak myślisz? - odchylam głowę.
- Może nawet trochę więcej.
Wsuwam palce w jego włosy i uśmiecham się. Harry jeździ dłońmi po moim ciele i zachłannie całuje. To takie przyjemne. Trochę za tym tęskniłam. Bierze mnie na ręce i niesie do salonu.  Kładzie na sofie. Przyciągam go i całuje Ściąga ze mnie koszulkę. Coś wbija się mi w plecy. Ze śmiechem wyciągam spod nich smoczek. Odkładam go na stolik obok stojący.
- On zupełnie opanował nasz dom- śmieje się Harry i rozpina moje spodnie.
- Królewicz nasz - całuję go w usta i zdejmuję mu koszulę
- Tylko nasz.- ściąga swoje spodnie, uśmiecham się do niego. Wodzi ustami po moim ciele jednocześnie pozbawiając mnie bielizny. Ja pozbywam się również jego bokserek. Trzymam rękę na jego karku i oplatam jego pas nogami. Powoli we mnie wchodzi. To było cudowne. Leżymy sobie na kanapie kiedy Tobby zaczyna płakać.  Ubieram się i idę do niego.
- Ale dobrze zakładałem.
- Bardzo
- Mądre mamy dziecko, wie kiedy płakać.
- Tak, inteligentny chłopiec - zaczynam karmić chłopca
- Po tatusiu
- Pff.- Harry zaczyna się śmiać
- Po mamusi.
- Pół na pół
- Wierzmy w to.
- Masz coś do mojej inteligencji?
- Ależ oczywiście że nie.
- Jesteś wredna.
- Nie jestem kochanie.
- Nie odzywam się do ciebie
- Idź weź w ogóle.
- Idę- obrażony idzie do swojego gabinetu. Śmieje się pod nosem i patrzę na synka. Ten Harry... Jak go nie kochać. Mieliśmy bardzo szczęśliwe życie. Wszystko się układało, a mały dorastał.
KONIEC