czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 13

Miesiąc później Kate wychodzi ze szpitala. Wszystko jest w porządku. Siedzą u nas i piją herbatę. Jestem nieco zła widząc jak Harry dobrze się z nią dogaduje. To po prostu zazdrość. Ma z nią dziecko no i byli razem.
- Może zostaniecie na parę dni. Wykorzystam Louis do składania mebli.- śmieje się Harry Wbijam wzrok w podłogę, bo chyba bym go zabiła teraz.
- Jak wam nie będzie przeszkadzać nasze towarzystwo - odpowiada pogodnie
- Weź Kate przestań. On tu prawie zamieszkał nie przeszkadza mi, że tak bałagani
- Haha - śmieje się.
- To co zostaniecie
- Jeśli naprawdę nie przeszkadzamy.
- Kochanie prawda, że nie przeszkadzają
- Skądże.- Całuje mnie w policzek.
- To super, muszę nauczyć Thoma mówić wujek.- Idę do kuchni i robię obiad. Jestem zła i zazdrosna. Ale mam satysfakcje widząc jej minę kiedy Harry mówi do mnie "kochanie", albo z czułością całuje. Lubię Kate no ale...grr
- Nie masz być o co zazdrosna- mówi wchodząc do kuchni
- Co?
- Nie musisz być zazdrosna. Ja kocham Louisa, a Harry kocha ciebie. On nigdy nie patrzył tak na mnie
jak patrz na ciebie
- Nie jestem zazdrosna
- Jesteś. To widać. Nie jesteś zadowolona, że zostajemy
- nie prawda. - wzruszam ramionami.
- Prawda, ale też bym była.
- Zawołasz ich na obiad?
- Jasne.- Wychodzi. Nakrywam do stołu. Jemy razem obiad Później zabieramy Suzie i Thoma na spacer. Niech Kate i Lou mają nieco samotności. Chodzimy po parku rozmawiając. Harry niesie na rękach małą, która ciągle o coś pyta. Bardzo lubi rozmawiać. I dużo się śmieje. Z wyglądu może i jest podobna do Harry'ego, ale z zachowania do Louisa
- W tył zwrot - mówię widząc kogoś przy fontannie. Wykręcam wózkiem i idziemy w drugą stronę
- Wiesz, że nie możesz wiecznie go unikać
- Mogę.
- Ja mogę na niego patrzeć a ty nie?
- Nie. Ja nie mogę.
- Dobrze.
- Usiądźmy na chwilę...- mamrocze. Siadamy na ławce przy placu zabaw. Jakoś słabo się czuje. Muszę odpocząć. Opieram głowę o ramię Harry'ego. Kręci mi się w głowie więc zamykam oczy.
- Skarbie co jest?
- Nic…- Całuje mnie w głowę.
- Nic? Jesteś blada
- Wydaje ci się.
- Może.- Oddycham głęboko. Naprawdę mi słabo.- Suzie chodź do wujka.
- Juś- biegnie do niego.
- Kupimy watę?
- Tak! - krzyczy radośnie.
- A ty kochanie chcesz?- Kręcę głową. Zaglądam do wózka. Ale widzę dwa wózki. Wszystko podwójnie. Harry idzie pod watę. Jest dwóch Harry’ch. Kurwa co się dzieje.
- Alison,,,
- Hm?
- CO się dzieje?
- Nie wiem. - odpowiadam zgodnie z prawdą.
- Zadzwonię po Lou i pojedziemy do lekarza
- Nie. To..ja. - jest mi nie dobrze i głowa mocno boli. - Atak migrenowy.
- Na pewno? Wrócimy do domu taksówką
- Tak mi się wydaje.- Harry dzwoni po taksówkę. Wracamy do domu. Idę do łazienki. Wymiotuje a głowa mi pęka.
- Harry mówił, że źle się czujesz. Mam tabletki, które brałam w ciąży
- Dzięki..
- Połóż się ja zrobię kolację.- Kiwam głową. Ląduje w łóżku. Harry przynosi mi herbatę.
- Przepraszam.
- Nie masz za co.- Całuje mnie w głowę. Wtulam się w poduszkę. Nienawidzę migreny. Harry przygasza światło i mocno mnie przytula. Jego ramiona są ostoją. Całuje mnie po głowie i cicho nuci. Zamykam oczy i usypiam .Budzę się głodna
-.jesteś wymagający – mówię do. Brzucha. Podnoszę się z łóżka. Czuję się lepiej. Harry'ego nie ma w pokouj. Wychodzę z sypialni. Spokojnie schodzę na dół. Harry siedzi w salonie pije wino z Kate. Idę do kuchni. Robię sobie kanapki. Wychodząc wpadam na Louisa.
- Gdzie dzieci? - pytam. - Chcesz kanapkę?
- Śpią. Nie.
- Nie pijesz z nimi?
- Piję. Tylko czytałem jeszcze jedną bajkę
- Aaa. Chyba że tak.
- No chodź siadaj z nami
- Nie.
- Dobra.- Biorę herbatę i wracam na górę. Siadam na łóżku i kładę rękę na brzuchu. Mały znów się rusza. Bardzo. Strasznie ruchliwy jest. Bardzo ruchliwy. Koniecznie nie chce mi dać spać w nocy. Ale w dzień jest nader spokojny. To jest rozrabiaka. Wchodzę do łazienki i nalewam wody do wanny. Rozbieram się i wchodzę do niej. Próbuje się odprężyć, ale ciągle myślę o Harry'm i Kate. Po prostu lubię ją ale mnie denerwuje. To z nią spędza teraz czas. Ją zna dłużej. Z nią ma dziecko. Przyjemniej jest pewny że to jego. Opieram rękę o wannę a o rękę głowę. Zaczynam cicho płakać. Sama skomplikowałam sobie życie Wychodzę z wanny i w piżamie kładę się do łóżka. Wtulam się w poduszkę i odwracam na bok. Zgaszam lampkę nakrywając się mocno kołdrą. Zasypiam już kiedy czuje jak ktoś się kładzie obok mnie.
- Wiem że śmierdzę alkoholem, ale zajęli mi kanapę.- mówi szeptem
- Nie ma sprawy - mruczę w poduszkę. Przyciąga mnie do siebie.
- Żeby wykorzystywać naszą kanapę. Tylko nam to wolno.
- Tak. -Całuje mnie w głowę.
- Kocham cię-mruczy
- Ja ciebie tez kocham...-Oboje Zasypiam.

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 12

Moi uczniowie bardzo się ucieszyli gdy znów zaczynam z nimi lekcje.
- Pamiętacie coś jeszcze z muzyki? - pytam wstając do tablicy, Patrzą na mnie ale żaden się nie odzywa. Wywracam oczami i biorę piosenki. siadam przy pianinie. Rozdaje im teksty. Od razu zabieramy się do pracy. Lekcje się kończą. Danny mój uczeń odprowadza mnie na parking. Pod szkołą czeka na mnie Harry. Idę do niego uśmiechając się
- Hej
- Hej - wsuwam ręce pod jego marynarkę.
- Miły ten uczeń.- Wywracam oczami śmiejąc się.
- ciekawe czy matematyczkę też tak lubią?
- Matematyczką jest nieco za stara na sympatię, oj chodź. - ciągnę go do auta. Całuje mnie w usta Oddaję pocałunek z uśmiechem.
- byłem dzisiaj w sklepie i kupiłem parę rzeczy
- Jakich?
- Takich małych i ślicznych
- Jesteś słodki.
- Więc się nie przestrasz.
- Parę to znaczy ile?
- No parę.
Kiwam głową. Wracamy do domu. W przedpokoju stoją pudełka. Torebki. Masa tego
- To jest parę?
- Tak.
- Jesteś wariat.
- Ale to same potrzebne rzeczy.
- No pewnie. - biorę do rąk jakieś ubranko. Słodkie.
- W któreś torbie był paragon. Muszę go znaleźć przed tobą.
- Tak, masz rację. Nie chcę wiedzieć ile to wszystko kosztowało bo cię zabije - przeglądam inne rzeczy.
- Mam. Od razu go schowam. Kręcę głową. Ja już wiem że on mało nie wydał.
- Ale te rzeczy są śliczne.
- Są.
- I mam katalogi z meblami
- Aaa, - uśmiecham się. - Serio to wszystko jest takie urocze.
- Tak, zaniosę je na górę
- Pomogę ci.
- Nie ja zaniosę
- Ja ci pomogę
- Nie, nie
- Tak.
- Nie
- Tak - zaczynam wnosić to na górę
- Uparta jesteś.
- Ty również.
- Ale nie powinnaś dźwigać
- To nie jest ciężkie.
- Ale i tak nie powinnaś.
- Marudzisz.
- Tylko troszkę, ale się martwię.
- Kotku wszystko w porządku.
- Dobra, ale i tak będę się martwić. Znasz mnie
- Za dobrze - śmieję się. Idziemy wnosić to wszystko. Siadamy w sypialni.- Myślałem, żeby zt ego pokoju obok zrobi pokoik. Przeniosę swój gabinet na dół.
- No dobrze.
- Teraz trzeba wybrać meble, a ja zatrudnię fachowców
- O wszystkim myślisz.
- Tak.
- Więc jesteś cudowny
- Nie chcę robić nic na ostatnią chwilę
- Rozumiem.- Całuje mnie w usta.
- To ja zrobię obiad. Na co macie ochotę.
- Na pizzę.
- To może lepiej żebym ją zamówił
- No właśnie. - śmieje się. Harry bierze telefon i zamawia nam pizze Mam duży apetyt. Harry bierze moją twarz w dłonie i zaczyna całować. Najpierw delikatnie, a już po chwili coraz bardziej zachłannie. Z uśmiechem oddaję jego pocałunki. Siadam mu na kolanach. Kładzie ręce na mojej tali i pogłębia pocałunek. Brakuje mi tchu. Odrywam się aby złapać powietrza. Uśmiecha się do mnie.
- Masz na coś ochotę?
- Mam ochotę na ciebie.
- Nie ma problemu
- Wiem.- Składa kolejne pocałunki na mojej szyi. Uśmiecham się. Jest mi tak dobrze. Harry ściąga ze mnie bluzkę i rzuca ją na podłogę. Ściskam w palcach jego koszule i zaraz ją zdejmuje . Zostawia malinki na mojej szyi i odpina mój stanik.  Po chwili on też ląduje na podłodze. Zachłannie całuje mnie w usta jeżdżąc dłońmi po moim ciele. Całuje jego szyję. Badam jego tors . Rozpina moje spodnie i kładzie mnie na łóżku. Oplatam go w pasie nogami. Przesuwam rękoma i dotykam jego barków. Szybko pozbawia mnie bielizny. A ja jego. Zostajemy nadzy. Całuje mnie w usta i delikatnie we mnie wchodzi.  Odchylam głowę do tyłu. Wzdycham mu do ucha. Jest cudownie. Bardzo cudownie. Dochodzę równo z nim.
Leżymy na łóżku. Harry zrywa się słyszą dzwonek do drzwi.
- To pewnie pizza. Śmieję się przewracając na plecy. Harry się ubiera i wychodzi z pokoju, ale po chwili wraca.
- Ali chodź na dół.- Jest zdenerwowany. Podnoszę się i ubieram.
- Co jest?
- Z Kate jest gorzej. Przenieśli ją tutaj do szpitala.
- Gorzej, przecież to tylko zapalenie płuc. Boże.
- No właśnie. Louis jest załamany. - Schodzimy na dół. Lou siedzi na kanapie. Nie wygląda za dobrze. Podchodzę do niego i przytulam. Patrzy na mnie przerażony.
- Wszystko będzie dobrze,
- Tak. Lekarze też tak mówią.
- musi być dobrze.- Kiwa głową i mnie przytula. Harry rozbiera dzieciaki.  Suzi siedzi na dywanie i ogląda bajki. Harry rozmawia z Louisem, a ja zajmuję się Thomasem. Usypiam go na rękach a potem wkładam do wózka.
- Przepraszam, że siedzę wam na głowie- mówi
- Przestań.
- Harry, a co jeśli ona nie wyzdrowieje. Nie reaguje na żadne antybiotyki. Oni mi nie mówią wszystkiego
17:27
Aluś
- Musisz myśleć pozytywnie.
- Myślę, staram się. - Było mi go szkoda. Naprawdę. To nie fajnie być w takiej sytuacji.
- Harry boję się o nią.
- My również.- Wygląda tak strasznie. Jak przerażone małe dziecko. Przytulam go prawie cały czas. Tak mi ich szkoda.
- Mam znajomego lekarza- mówi Harry.- Zadzwonię do niego. Jest jednym z najlepszych.
- Dziękuję.
- Jest mi coś winien więc na pewno ruszy swój tyłek z Szwajcarii.
Suzi chce jeść więc idę do kuchni i przygotowuję kolację. Karmię ją kanapkami. Jest słodka i jak się uśmiecha ma dołeczki. Louis musi ich bardzo kochać skoro co dzień patrzy na dziecko tak podobne do jego przyjaciela.
- Najedzona? - pytam z uśmiechem.
- Tak ciociu.
- Chcesz coś do picia kochanie?
- Soczku marchewkowego.- Wyjmuję szklankę i nalewam dziewczynce soku.
- Dobly - mówi wypijając całą szklankę. Daję jej jeszcze i idzie oglądać. Jest taka kochana. - Tato wlacamy dzisiaj do domku?
- Raczej tak, nie zostaniemy tu.
- Dlaczego? - wtrącam.
- Po co będziesz jeździł w tą i z powrotem.
- Możemy zostać?
- Tak. Doskonale o tym wiesz Lou. Jesteśmy przyjaciółmi.- Mówi Harry. Między nimi jest prawdziwa przyjaźń. Nie tak jak między nim a Niallem.
- Jestem ci wdzięczny. Za wszystko
- Powiedzmy, że jesteśmy kwita.
- Dzięki ..
- Nie ma sprawy. To idę załatwię tego lekarza. A ty połóż córkę spać. Oczy jej się kleją.- Louis bierze ją na ręce. Daję im sypialnie. Zamykam drzwi, żeby im nie przeszkadzać. Słyszę jeszcze jak zaczyna opowiadać jej bajkę. To słodkie. Z uśmiechem idę na dół. Harry rozmawia przez telefon i buja Thomasa w wózku. Siadam na fotelu na niego patrzę. Jest taki cudowny. Będzie wspaniałym ojcem Odkłada telefon i bierze chłopca na ręce. Patrzę na nich z uśmiechem. Nie wiem kiedy zasypiam na fotelu. Budzę się w łóżku, ale Harry'ego nie ma obok. Patrzę na zegarek, jest dopiero po północy. Wstaje i schodzę na dół. Harry śpi na kanapie trzymając na rękach Thoma. To cudowny widok. Ostrożnie biorę chłopca i wkładam go do złożonej kołyski.
- Thom...- Harry budzi się automatycznie
- Jest. Śpi
- Aa...- pociera twarz ręką.
- Idź ja przy nim posiedzę
- Nie. Ty masz jutro do szkoły.
- Nie ważne. Zostanę Tu.
- To chodź-  wyciąga do mnie ręce. Kładziemy się razem na sofie. Wtulam się w niego. Harry całuje mnie w głowę.- Nie wiem jak Lou to wytrzymuje.
- To że kate w szpitalu?
- Tak. Ja bym zwariował.
- Musi wytrzymać. Ma dzieci.
- Tak.
- Ty też byś wytrzymał
- Gdybym musiał- Całuję go w usta - Będzie dobrze.
- Musi być. Oni się bardzo kochają.
- Wiem,.
- Spij skarbie- Ja wierzę ze ona wyzdrowieję. Musi tak być. Ma dla kogo żyć. Zamykam oczy. Po chwili Zasypiam

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 11

Wychodzę z hotelu. Znalazłam w Internecie ogłoszenie mieszkania. Chcę je wynająć. Nie jest duże, ale bardzo ładne Udaje mi się dogadać z miłą kobietą. Podpisuję umowę i zaczynam kompletować meble. Uczę się też włoskiego Znajduję również dobrze płatną pracę. Układam sobie jakoś życie Nawet Niall do mnie nie raz dzwonił. Robię wszystko aby dziennikarze mnie nie poznali. Dotykam już lekko widocznego brzuszka.
- Będziemy sobie sami radzić- ubieram luźny sweter. Harry'ego. Parę jego rzeczy wzięłam ze sobą. Mam nadzieję że nie jest zły. Wychodzę z mieszkania i idę na USG. Jestem ciekawa jaka płeć mojego dziecka. Wchodzę do lekarza. Moja doktor jest bardzo miła. I mówi po angielsku.
- Co będę mieć? - pytam.
- Syn.
Uśmiecham się. Syn. Synek. Dostaję recepty i wychodzę. Idę przez park i patrzę na wydruk. Niechcący na kogoś wpadam.
- Przepraszam - mówię po angielsku i omijam osobę.
- Alison...
Zatrzymuje się prostując. Nie mogę uwierzyć, że to Harry. Kręcę głowa. Może jednak mnie nie poznał.
- Ali...- Łzy zbierają się w moich oczach Odwracam się bardzo powoli.
- Co. Ty. Tu. Robisz?
- Miałem spotkanie.- Uważnie mi się przygląda.- Dlaczego wyjechałaś?
- Bo..tak. - poprawiam sweter.
- No tak. Dobry powód. Cokolwiek dla ciebie znaczyłem.
- Nie mów tak - mój głos drży. - Kocham cię.
- To byś nie odeszła. Nie zostawiła mnie.
- To nie takie łatwe. Kocham cię ale nie mogę tak bo ..naprawdę nie mogę.
- Nie możesz. Nie należy mi się chociaż to.
- Zdradziłam cię. - mówię i odwracam się. Nie mogę mu dłużej patrzeć w oczy.
- Z Niallem?- Nie odpowiadam. Szybko idę do domu.
- Zaczekaj- łapie mnie za rękę.- Niall mi powiedział. Zdążyłem się z tym pogodzić.
- Ale ja się z tym nie pogodziłam. Przepraszam.
- Tylko dlatego wyjechałaś?
- Mniej więcej. Nie chciałam cię dłużej okłamywać a gdybym ci powiedziała i tak bym cię straciła
- Skąd wiesz? Naprawdę cię kocham. Dlatego to boli, ale bez ciebie życie boli jeszcze bardziej.
- Co? Powinieneś ..nie wiem znienawidzić
- Ale nie potrafię. Próbowałem, ale nie potrafię. - Płaczę i ocieram łzy. Bierze moją twarz w dłonie.
- Nie możesz mnie kochać. - prawie nie mogę złapać powietrza.
- Nie pozwalasz mi?
Biorę go za rękę i ciągnę do domu. Zamykam za nami drzwi. Biorę głęboki oddech i podnoszę sweter razem z bluzką. Patrzy na mnie zaszokowany
- Dlatego nie możesz.
- Nie mogę bo jesteś w ciąży?
- Bo nie wiem z kim.
- Mnie to nie interesuje. Chyba, że mnie nie kochasz, to po prostu wyjdę.
- Harry, kocham cię.
- Nie widzę problemów.- Przyciąga mnie do siebie.
- Ja..jak to?
- Kocham cię. Wariowałem przez ostatnie miesiące.
- Naprawdę ci to nie przeszkadza?
- Nie.- Uśmiecham się. Jestem okropnie. szczęśliwa.
 - A gdy będzie jego to mnie nie zostawisz?
- Nie zostawię. - Całuję go namiętnie w usta. Tęskniłam. Obejmuje mnie mocno. - Proszę nie odchodź już
- Już nigdy.
Całuje mnie w usta. Oddaję pocałunek. Ciągle się uśmiecham.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham.
- Chłopiec czy dziewczynka?
- Chłopiec.
- Szkoda że nie mała księżniczka
- No niestety. Książę.
- Też fajnie
Całuję go. Całuję go ci chwila nie mogąc się nacieszyć moim kochaniem. On tu jest. Wybaczył mi. Siedzimy na sofie. Całuje mój brzuch. Jest taki uroczy. Wsuwam palce w jego włosy i śmieje się.
- Czyli w 50% on jest mój.
- Tak.
- Tyle mi wystarczy
Głaszczę jego policzek. Jest wspaniały.
- wrócimy do domu?
- Ja ...ale tam jest Niall.
- To może mały domek w cichym miejscu.
- Eh, Hazz ja mu w końcu muszę powiedzieć.
- Wcale nie
- Muszę.
- Dla mnie to jest mój syn.- Kładzie rękę na moim brzuchu.  - Co myślisz o imieniu Tobby?
- Genialne. Naprawdę ładne. - całuję go w policzek.
- Tobby Styles
- Tak. Mam nadzieję.
- Oczywiście że tak
- Skarbie ale nie chcę już kłamać. Powiem mu. Jak potem to będzie jego dziecko to jeśli będzie chciał to będzie się z nim spotykał. Ale to ty będziesz jego tatą dobrze?
- Dobrze. Ty decydujesz.
- Kocham cię - łącze nasze usta. Oddaje moje pocałunki. Wracamy do Londynu. Jedziemy razem do wytwórni. Harry trzyma mnie za rękę. Idziemy do sekretarki. Wtulam się w niego.
- Jest Niall? - pyta.
- Jest.
- Możemy?
- Oczywiście
Idziemy do windy. Stoję wtulona w Harry"ego gdy jedziemy na górę . Wchodzimy do gabinetu Nialla.
- O cześć
- Cześć. Możemy? - ja nie mam odwagi się odzywać.
- Tak. Miło cię widzieć Alison
- Cześć... Musisz coś wiedzieć. - rozpinam płaszcz a harry mi go zdejmuje. Niall patrzy na mnie zaszokowany.
- Moje?
- Możliwe. - kładę dłoń na brzuszku.
- I czego ode mnie oczekujesz?
- Niczego. - odpowiadam i zaczyna we mnie buzować złość. - Może cię to kurwa zainteresuje. Ale jak nie to płakać nie będę. - warczę zdenerwowana.
- Ojcostwo nie jest moim marzeniem
- Naprawdę? Oh Boże a się łudziłam - nigdy nie użyłam tyle sarkazmu jestem okropnie zdenerwowana. Boli mnie brzuch.
- Jesteś dupkiem Horan- Harry podchodzi do niego i łapie za marynarkę.
- Wiesz to nie od dawna. Ale ty będziesz cudownym tatusiem.
- Tak. A ty zawsze będziesz sam. Miłej zabawy w swoim królestwie.
- Harry proszę chodź. Boli.
- Już skarbie. - Puszcza go i opiekuńczo obejmuje mnie ramionami. Chcę stąd wyjść. Głęboko oddycham. Idziemy do windy.
- boże z kim ja sypiałam.
- On taki jest, zawsze był, nie bez powodu cię ostrzegłem
- Harry przepraszam. Naprawdę.
- Już dobrze.- Obejmuje mnie.
Wracamy do domu. Zostawia mnie bo jedzie załatwić sprawy szybko w firmie. Robię kolację. Ubieram białą sukienkę która ładnie opina mój brzuch. W sypialni palą się same świeczki.
- Hej, co powiecie na pizzę. Bo padam i jestem głodny. Przepraszam, że tak długo.
Śmieję się do siebie i idę do holu.
- Wow...
- zjesz ze mną na kolację?
-tak. Bardzo chętnie.
- Wiec chodź. - wyciągam do niego rękę. Idziemy do jadalni. Siadamy do kolacji.
- Tęskniłem za tym.
Uśmiecham się do niego. Ja też. Jemy w miłej atmosferze. Harry opowiada mi o Thomasie.
- Pilnowałem tej dwójki cały tydzień.  To fajne. Nawet te ślinienie koszulki i to mojej.
- Ty będziesz świetnym ojcem. Nasz Tobby ma szczęście.
- Będę się starał. Nauczę go grać w piłkę i na fortepianie. - Biorę go za rękę. Kładę ją na brzuchu. Mały się kręci. Harry uśmiecha się do mnie.- Nie ważne że on go nie chce. Ja chce tego malucha i to bardzo.
Odwzajemniam uśmiech. Pochylam się i go całuję. To delikatny i czuły pocałunek. Wstaje od stołu. Biorę go za rękę i idziemy na górę. Wchodzimy do sypialni. Zamykam za nami drzwi.
- romantycznie tu.
- Chciałam żeby tak było.
- Nigdy się dla ciebie nie starałem.
- Nie prawda. - kładę mu dłonie na torsie.
- Trochę późno zacząłem, ale to zmienię.
- Kocham cię takiego.
Uśmiecha się do mnie i czule mnie całuje. Wszystko dzieje się tak powoli. Jest mi tak dobrze. Tak bardzo mi go brakowało. Tęskniłam za nim. Leżymy na łóżku Harry trzyma rękę  na moim brzuchu.
- Czy kiedyś będziemy mieli córeczkę? -pyta, a na dźwięk jego głosu mały już się tak nie kręci.
- Nawet dwie jak się postarasz - uśmiecham się. - Lubi twój głos.
- Czemu tak uważasz? I ja zawsze się staram
- jest spokojny gdy mówisz
- To będę mówić częściej, żeby dawał ci spać.
- Dziękuję.
- Dla ciebie wszystko. Hej mały, tu tatuś.
Śmieję się. Jest słodki. Bawię się jego loczkami
- Musisz dać mamie pospać.
- Koniecznie.
- cii  ja mówię. Zrobiłem sobie listę co będę robić. Będę śpiewał ci kołysanki, wychodził na spacery i mniej pracował.
Ja sama słuchając go zaczynam zasypiać. Uśmiecham się i odpływam. Budzę się taka wyspana. Chociaż miałam zły sen. Moja córka spotykał się z Niallem. W życiu Nigdy bym na to nie pozwoliła. Harry śpi z głową obok mojego brzuszka. Ciekawe ile tak mówił.
- Kochanie.  - całuję go we włosy.
- Tak?- otwiera jedno oko.
- Musisz mnie puścić.
- Czemu?
- Siusiu. I jeść.
- Już puszczam
Wstaje i ubieram jego koszule. Idę do łazienki. Jak wracam Harry'ego nie ma już w sypialni. Schodzę na dół. Moje kochanie stoi w kuchni i szykuje śniadanie.
- Co byś zjadła kochanie?- pyta odwracając się do mnie. Uśmiecham się i myślę na co mam ochotę.
- Może naleśniki? - przytulam się.
- Oczywiście. Będą naleśniki.
- Wiesz że cię kocham ? Bardzo
- Też cię kocham.- Palcami dotyka mojego policzka.- Bardzo cię kocham
- Dziękuję że jesteś. - całuję go delikatnie .
- Chcę być, więc jestem i dopóki mi pozwolisz to będę.
- Na zawsze.- Uśmiecha się do mnie i całuje.
 - To co robię te naleśniki.
- Pomogę ci.
Oboje zabieramy się za gotowanie. Gdy jest gotowe jemy nasze słodkie śniadanie. Nasz posiłek przerywa telefon.
- No hej Lou.... chora?... oczywiście że przyjadę... tak zajmę się maluchami... no już się zbieram...
Piję herbatę patrząc na niego.
- Jedziesz do Suzi? Może ci pomogę?
- Gdybyś mogła. Kate chora do szpitala ją położyli.
- Co się jej stało?
- No właśnie nie wiem dokładnie. Lou był roztrzęsiony.
- Gorzej jak to będzie coś poważnego.
- Tak. - Harry zrobił się taki smutny.
- Ale na pewno będzie dobrze
Kiwa głową w zamyśleniu. Przytulam go i całuję w policzek. Idziemy się ubrać i jedziemy do Doncaster. Harry z Louisem rozmawiają w ogrodzie a ja siedzę z dzieciakami. Są takie słodkie. Thomas jest już dość duży.
- Dzięki że zostaniecie-  mówi Lou.- Gratulacje.
- Ee..dzięki. - przytulam dziewczynkę. Zastanawiam się po kim ma zielone oczka.
- Chyba podobna do twojej żony - mówię.
- Eee... tak.
Patrzę na jego zmieszanie i nie rozumiem. Całuje małą w czoło i wychodzi.
- O co chodzi? - pytam Harry'ego.
- O nic. Chodź do wujka.
- aha..- daję smoczek Tomowi. Harry tylu ją do siebie.
- zjemy coś maluchu?
- Chcę spać.
- To idziemy spać.- Razem idą na górę.
Karmię mlekiem małego i tez usypiam. Harry wraca do salonu.
- Śpi?
- Tak.
- To dobrze.
Siada obok mnie i całuje w policzek. Przytulam się do niego uśmiechnięta. Całuje mnie po głowie
Znów czuję jak mały daje się we znaki. Uwielbia się przewracać. To się nazywa wiercipięta.
- Wolałabym go już urodzić.
- Jeszcze musisz poczekać.
- Jestem cierpliwa.
- To dobrze.
- Może wrócę do pracy w szkole.
- Albo zostaniesz w domu.
- Harry.
- Co?
- Mi się nudzi w domu.
- Za parę miesięcy będziesz marzyć  o nudzie
- Za parę miesięcy.
- Ja ci nie zabronię, ale też nie każe.
- Dziękuję. Ja też chcę zarabiać.
- Dobrze. Wróć do pracy.- Całuje mnie w usta. Uśmiecham się oddając pocałunek. Układa mnie na poduszkach kanapy i całuje po szyi. Przymykam oczy bo to bardzo przyjemne. On o tym wie, że to moje czułe miejsce.
- Wujku- z góry dobiega płacz. Harry zrywa się na zawołanie. Idę z nim na górę. Mężczyzna bierze na ręce płacząca dziewczynkę. Tuli ja do siebie próbując uspokoić. Mrużę oczy widząc ich podobieństwo
- Wujek już jest.- całuje ją w główkę.
- Pośpiewaj jej - mówię i wychodzę Coś mi nie gra. Słyszę jak cicho śpiewa. Schodzę na dół. Do domu wraca Louis.
- Cześć - mówię.
- Hej. Jedliście coś?
-  Nie, Harry usypia małą.
- Aa... zaraz zrobię obiad.
- Pomogę ci
- Jasne. - Idziemy do kuchni. Razem przygotowujemy obiad Lou jest strasznie rozkojarzony
- Co z twoją żoną?
- Bez zmian. Durne zapalenie płuc.
- A co tobą? - pytam.
- Dobrze. Nawet nie mogę do niej wejść.
- Przykro mi. - Uśmiecha się lekko.
- dzięki że jesteście. Nie wiem jak bym sobie poradził.
- Od tego są przyjaciele.
- Tak.
- A on to świetny wujek.
- Bardzo dobry... mała go uwielbia.
- Mogę wiedzieć czemu są do siebie podobni?
- eee...
- Louis.
- Bo ona jest jego.
- Słucham?
- On i Kate byli kiedyś razem.
- Dobrze wiedzieć - kiwam głową.
- Ali to był taki sam związek jak wasz na początku.
- Ale chciałabym wiedzieć że ma córkę - mówiłam cicho.
- On sam woli o tym nie myśleć. Od zawsze mówił ze będzie jej wujkiem
- Ale co innego mówi a co innego czuje
- On ją kocha.
- Tak, jak ojciec. Widać to Louis.
- Wiem. Nie mam co z nim konkurować. Bogaty tatuś, masa prezentów.
- Prezentami ciebie nie zastąpi - patrzę mu w oczy. - Generalnie ty jesteś jej ojcem. to ty ją wychowujesz, patrzyłeś jak uczyła się chodzić. nie Harry. Podobnie będzie z nami. Gdyby mój syn był dzieckiem Nialla, to nie Niall będzie jego ojcem.
- Więc oboje nie mamy się czym martwić.
- Nie wiem. Nialla nie będzie obchodzić mały, a Harry'ego Suzi bardzo obchodzi.
- Tak, ale on sam tak zdecydował. - Przytulam go. Na Harry'ego jestem zła że mi nie powiedział.
- Śpi. Chyba jest chora. Ma gorącą główkę.- do kuchni wchodzi Harry. Louis bierze leki i okład. Idzie na górę. Harry podchodzi do mnie. Patrzę na niego i odwracam się.
- Co jest kochanie?
- Czemu mi nie powiedziałeś?
- Czego?
- Wiesz czego - wzdycham.
- Bo wstydzę się tego jaki byłem. On umiał ją pokochać a ja chciałem zabić bo nie pasowało mi ojcostwo. - Odwracam się do niego zaskoczona.
- Zachowałem się gorzej niż Niall.
- To prawda, ale teraz to nadrabiasz.
- Wolę być jej wujkiem po co komplikować im życie.
- Nie masz więcej dzieci?
- Nie. Ale będę mieć syna. - Nie myślę, więc znów mnie zaskakuje.- Którego bardzo chce.
- Naszego tak?
- Tak.- Oddycham z ulgą. Przytulam się do niego. - Myślałaś że z kimś innym?
- Mętlik w głowie miałam.- Całuje mnie w usta.
 - Tylka ją mam i naszego synka. - Uśmiecham się.
- To dobrze.
- O obiad. Głodny jestem.- Śmieję się. Louis do nas schodzi i jemy obiad. Mówi że małej gorączka schodzi.
- To dobrze.- Harry się uśmiecha. Zaraz budzi się Thomas. Louis idzie do syna. Telefon mi wibruje. Wyciagam go z kieszeni.
- Weź z nim gadaj - daje telefon Harry'emu.Bierze mój telefon i odbiera.- Tak Niall
Ja nie chcę z nim gadać. Nie chcę nawet żeby dzwonił do mnie. Harry wychodzi z jadalni. Sprzątam po naszym obiedzie. Wkładam naczynia do zmywarki i siadam na kanapie. Głaszczę swój brzuch. Tobby się uspokoił. Lou wraca na dół z Thomem
- Cześć maluchu
Wyciąga do mnie rączki. Biorę go na ręce i całuję w czoło.,
- Mam być za zazdrosny?-  śmieje się Harry.
- Tylko trochę - uśmiecham się tuląc małego. On jest taki słodki. - Co chciał Niall?
- Wkurwić człowieka.
- To znaczy?
- Że jak coś to on łaskawie się wami zajmie i może płacić na syna.- Kręcę głową.
- Nie ważne.
- Tak.
- Kocham cię - pochylam się z Thomasem i całuję go w policzek. Uśmiecha się lekko. Mały kładzie mi rączkę na policzku a potem ciągnie za włosy.
- Oj ty.- Tom się śmieje głośno i dalej się bawi
- Maluchu jesteś jak twój tata
- Tata.
- Tam siedzi.- Patrzy na Louisa tymi niebieskimi patrzałkami.
- Tata - wyciąga rączki. Louis uśmiechnięty bierze go na ręce
- Tak, synku tata. Mój skarb - całuje go.
- Tego też chcę-  szepcze Harry do mojego ucha
- Doczekasz się - obejmuję go.
- Tak.- U Louisa jesteśmy do wieczora. We wszystkim mu pomagamy.
- Gdybyś jeszcze czegoś potrzebował. Obojętnie czego dzwoń
- jasne, dziękuję wam.
- od tego są przyjaciele

- Dziękuję - powtarza. Żegnamy się i idziemy do auta. Zasypiam w drodze.

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 10

Harry parkuje auto pod domem Louisa. Całuje mnie w usta.
- Tam zawsze jest tak głośno.
Uśmiecham się. Wysiadamy z samochodu. Harry bierze prezenty z bagażnika. Pomagam mu i wchodzimy do środka. W naszą stronę biegnie mała dziewczynka.
- Tato... ujek.- Wpada w ramiona dla Harry'ego
- Aa cześć Harry - w holu pojawia sie młody mężczyzna. Uśmiecha się do nas.
- Cześć i gratulacje syna.
- Dzięki, jest świetny. Ty jesteś...?
- Alison.
- Moja dziewczyna- dodaje Harry
- śliczna dziewczyna - brunet do mnie mruga i prowadzi nas do salonu. Siadamy na kanapie, dołącza do nas jakaś brunetka z małym chłopcem na rękach
- Cześć - uśmiecha się do nas. - to Thomas.
- Śliczny- mówi Harry.- Wziąłbym go, ale wasza córka zajmuje mi ręce.
- Kocham cię ujku
- Ja ciebie też mała. I mam nawet prezent
- Ale super. Jaki?
- No sprawdź.- Dziewczynka zeskakuje z jego kolan. Bierze pudełko i rozpakowuje. Dostaje domek dla lalek. Podbiega do Harry'ego i całuje go w policzek.
- Dziękuję ujku.
- Harry za bardzo ją rozpieszczasz- mówi Louis. - Non stop prezenty.
- Należy jej się.
- Tak raz na miesiąc. No na pewno. Zrób sobie własne i spróbuj je wtedy wychować dając same prezenty.
- Ej no wiesz ty nie dajesz, to ja mogę.
- Jaką ją rozpuścisz to ty pobawisz się w ojca.
- Jasne. Chodź królewno - znów ją bierze na kolana.
- A kto to?- pyta wskazując na mnie.
- To Alison. - mówi, a ja się do niej uśmiecham.
- Niall przyjedzie - oznajmia Louis.
- Co?- pytam zaszokowana.
- Za godzinę.
- Za godzinę musimy być w domu  -mówię do Harry'ego.
- Jasne.
Oddycham z ulgą. Całuje mnie w policzek. Zaraz zbieramy się do wyjścia. Wsiadam do auta a potem Harry i odjeżdżamy.
- Wiesz, że możemy się z nim minąć.
- Gorzej żeby Louis mu nie powiedział że byłam.
- Nie powie
- Jakie on ma auto?
- Czarne bmw
- Jak będziesz widział to powiedz. - opieram głowę o szybę.
- Dobrze- Nie chce żeby mnie zobaczył.
- Zajedziemy gdzieś na obiad
- Dobra. Nie chcę mi się gotować - śmieję się. zjeżdżamy do malej restauracji.
- lubię takie miejsca, tu przynajmniej mam spokój.- Obejmuje mnie ramieniem gdy wchodzimy do środka. Jest przytulnie.
- Czasem mam wrażenie, ze Lou wybrał najlepiej.
- czemu?
- Jest szczęśliwy. ma dom, rodzinę. nigdzie mu sie nie spieszy.
- Ty też możesz.
- Tak- Całuje mnie w usta. - Tylko czy się nadaje
- Dlaczego nie? - uśmiecham się.
- Nie wiem. Strasznie dużo pracuje i która chciałby być uwiązana do domu i dzieci.
- Ja lubię dzieci i na pewno nie czułabym się uwiązana.
- Chciałabyś?- Patrzy na mnie z nad karty
- Tak. -Całuje mnie w usta.
- Mówiłem, że cię kocham.
- Mówiłam że cię kocham.
- Tak- odpowiada i bierze mnie za rękę. Kiedy my oboje tak się zmieniliśmy. Kiedyś łączył nas tylko seks teraz nie możemy bez siebie żyć. I nie mam zamiaru go już ranić nieświadomie. Zamawiamy obiad. Harry jest bardzo szczęśliwy. Wyciągam z kieszeni telefon. Kolejny sms o Nialla.
"Mam nadzieję, że dobrze się bawisz z Harry'm"
" Fantastycznie, przeszkadza ci to?" Odpisuję.
" Nie, ale ciekawe jaki byłby szczęśliwy jakby się dowiedział co robi jego kochana dziewczyna w pracy"
"Myślę że się nie dowie bo szują nie jesteś. xx"
" A ty ponoć nie jesteś dziwką. Jak bardzo oboje się mylimy?"
" Ponoć nie. Daj mi spokój, bo nie wiem o co ci chodzi. Najpierw mnie podburzasz a teraz co chcesz zniszczyć? Zazdrość czy nuda?"
" Ani jedno, ani drugie. Uważaj."
" Jasne. Znajdź sobie kogoś. Może też będziesz szczęśliwy."
Zajmuję się jedzeniem obiadu. Nie dostaję już odpowiedzi, ale mój humor nieco się zepsuł. Nie wiem o co mu chodzi. Co chce zdziałać? Wracamy z Harrym do domu. Jestem zdenerwowana gdy za tydzień idę do pracy. Mam zamiar oddać piosenki sekretarce
- Pan Horan czeka na panią- mówi
- Serio? - wywracam oczami i wlokę się do niego.
- Usiądź.- Siadam i czekam aż zacznie mówić. Przeglądam woje piosenki.
- Ja tak łatwo nie odpuszczam
- To znaczy?
- To znaczy, że nie mam ochoty z ciebie rezygnować.- Wstaje z krzesła.
- Niall nie jestem zabawką.
- Ale mi się dobrze tobą bawi.
- Znajdź sobie inną zabawkę. - odpowiadam.
- Bo co? Chyba nie chcesz, żeby twój kochany Harry się dowiedział.
- O nie mój drogi. Szantażować to ty mnie nie będziesz- wstaję. - To po pierwsze. Po drugie co to dla ciebie przyjaźń? Chyba nie chcesz zranić przyjaciela.
- Może. A ty jak długo możesz go okłamywać.
- Nie mam zamiaru. W końcu mu powiem. Póki między mną a Harrym był taki układ jak między tobą a mną było dobrze Teraz nie jest.
- Miłość. Najbardziej niszczycielska siła.
- Masz - daje mu teksty.
- Dzięki. Powiedz mu on ci wybaczy.
- Powiem. A teraz przepraszam - biegnę do łazienki i wymiotuję.
- Co ci jest?- patrzy na mnie nieco zaniepokojony. Jakbym sama wiedziała. Nachylam się nad toaletą zwracając śniadanie.
- Może przejdź się do lekarza. Blado wyglądasz.
- Po prostu wracam do domu - przepłukuję usta i opieram się o umywalkę.
- Może cię odwiozę.
- Czemu o to pytasz? Czemu się martwisz?
- Bo nie jestem takim dupkiem.
- Przed chwilą wyda...- znów mi się cofa.
- Albo zadzwonię po Harry'ego.
Jest mi słabo. Opieram się o kafelki i zamykam oczy. Niall dzwoni po Harry'ego. Leżę na kanapie w jego gabinecie. Mam zamknięte oczy i naprawdę mdli mnie. Nie wiem od czego Do gabinetu wpada Harry. Dotyka mojego policzka. Mruczę coś półprzytomna. Po czym staram się szybko podnieść i znaleźć w łazience Mało nie ląduję na podłodze ale docieram tam gdzie chcę. Już nie mam czym wymiotować.
- Dzięki Niall- mówi Harry.- Do domu?
- Yhym - mruczę. - Mówiłam że jestem chora. - patrzę nieprzytomnie na szefa.
- Bierz ją do domu. Wszystko może mi wysyłać.
Harry bierze mnie na ręce. Przytulam się. Znosi mnie na dół.  Wsadza do auta. Wracamy do domu. Leżę na kanapie. Czuję się strasznie.
- Na pewno nie chcesz do lekarza?
-  Na pewno. - mamroczę. Trzymam głowę na jego kolanach. Zamykam oczy i staram się myśleć o czym innym. Co dzień to samo. Siedzę w łazience. Mam po prostu już dość. W oczy rzuca mi się pudełko... Podnoszę się z podłogi Biorę je do rąk. O nie...Jakieś dwa tygodnie temu powinnam mieć okres.
- Kochanie... Chodź przejedziemy się do lekarza- do drzwi puka Harry i przerywa mój tok myślenia
- Nie, nic mi nie jest - odpowiadam szybko.
- Martwię się.
- Wiem, ale naprawdę w porządku
- Dobrze. - Odpuszcza.
- Pójdę do apteki po tabletki przeciwbólowe,
- dobrze skarbie. Jakby co dzwon muszę iść na spotkanie.
Biorę bluzę i wybiegam. źle się czuję ale muszę to sprawdzić. Kupuję test ciążowy a nawet dwa. W domu moje podejrzenia potwierdzają się. Cholera. Siadam na podłodze. Nie wiem co mam zrobić. Niby Harry chciał rodziny, dzieci i tego wszystkiego a jeżeli to dziecko Nialla? Ja tak nie mogę. Nie mogę zyć pod znakiem zapytania, w kłamstwach. Nie potrafię. Słaba wymyślam że wyjadę. Pakuję się a moje zajęcia co chwila przerywają wymioty. Potem jadę na lotnisko. Nie wiem gdzie mam polecieć. Gdzieś jak najdalej Mam pieniądze i oto się nie muszę martwić. Wybieram Weronę. Harry dzwoni dopiero wieczorem Nie mogę odebrać. Nie robię tego. Siedzę w samochodzie jadącym do hotelu płacząc. Kładę się na łóżku i przytulam do poduszki. Ja mam dziecko w sobie. Kogo? Co ja narobiłam. Nie tylko ja na tym ucierpię. Skrzywdziłam Harry'ego. Nigdy tego nie chciałam. Telefon dzwoni bez przerwy. Co dnia mam miliony połączeń. Nie mogę odebrać. Co mam mu powiedzieć. Zdradziłam cię z twoim przyjacielem, jestem w ciąży tylko nie wiem z kim Niespodzianka Harry. Na pewno by się ucieszył.