czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 12

Moi uczniowie bardzo się ucieszyli gdy znów zaczynam z nimi lekcje.
- Pamiętacie coś jeszcze z muzyki? - pytam wstając do tablicy, Patrzą na mnie ale żaden się nie odzywa. Wywracam oczami i biorę piosenki. siadam przy pianinie. Rozdaje im teksty. Od razu zabieramy się do pracy. Lekcje się kończą. Danny mój uczeń odprowadza mnie na parking. Pod szkołą czeka na mnie Harry. Idę do niego uśmiechając się
- Hej
- Hej - wsuwam ręce pod jego marynarkę.
- Miły ten uczeń.- Wywracam oczami śmiejąc się.
- ciekawe czy matematyczkę też tak lubią?
- Matematyczką jest nieco za stara na sympatię, oj chodź. - ciągnę go do auta. Całuje mnie w usta Oddaję pocałunek z uśmiechem.
- byłem dzisiaj w sklepie i kupiłem parę rzeczy
- Jakich?
- Takich małych i ślicznych
- Jesteś słodki.
- Więc się nie przestrasz.
- Parę to znaczy ile?
- No parę.
Kiwam głową. Wracamy do domu. W przedpokoju stoją pudełka. Torebki. Masa tego
- To jest parę?
- Tak.
- Jesteś wariat.
- Ale to same potrzebne rzeczy.
- No pewnie. - biorę do rąk jakieś ubranko. Słodkie.
- W któreś torbie był paragon. Muszę go znaleźć przed tobą.
- Tak, masz rację. Nie chcę wiedzieć ile to wszystko kosztowało bo cię zabije - przeglądam inne rzeczy.
- Mam. Od razu go schowam. Kręcę głową. Ja już wiem że on mało nie wydał.
- Ale te rzeczy są śliczne.
- Są.
- I mam katalogi z meblami
- Aaa, - uśmiecham się. - Serio to wszystko jest takie urocze.
- Tak, zaniosę je na górę
- Pomogę ci.
- Nie ja zaniosę
- Ja ci pomogę
- Nie, nie
- Tak.
- Nie
- Tak - zaczynam wnosić to na górę
- Uparta jesteś.
- Ty również.
- Ale nie powinnaś dźwigać
- To nie jest ciężkie.
- Ale i tak nie powinnaś.
- Marudzisz.
- Tylko troszkę, ale się martwię.
- Kotku wszystko w porządku.
- Dobra, ale i tak będę się martwić. Znasz mnie
- Za dobrze - śmieję się. Idziemy wnosić to wszystko. Siadamy w sypialni.- Myślałem, żeby zt ego pokoju obok zrobi pokoik. Przeniosę swój gabinet na dół.
- No dobrze.
- Teraz trzeba wybrać meble, a ja zatrudnię fachowców
- O wszystkim myślisz.
- Tak.
- Więc jesteś cudowny
- Nie chcę robić nic na ostatnią chwilę
- Rozumiem.- Całuje mnie w usta.
- To ja zrobię obiad. Na co macie ochotę.
- Na pizzę.
- To może lepiej żebym ją zamówił
- No właśnie. - śmieje się. Harry bierze telefon i zamawia nam pizze Mam duży apetyt. Harry bierze moją twarz w dłonie i zaczyna całować. Najpierw delikatnie, a już po chwili coraz bardziej zachłannie. Z uśmiechem oddaję jego pocałunki. Siadam mu na kolanach. Kładzie ręce na mojej tali i pogłębia pocałunek. Brakuje mi tchu. Odrywam się aby złapać powietrza. Uśmiecha się do mnie.
- Masz na coś ochotę?
- Mam ochotę na ciebie.
- Nie ma problemu
- Wiem.- Składa kolejne pocałunki na mojej szyi. Uśmiecham się. Jest mi tak dobrze. Harry ściąga ze mnie bluzkę i rzuca ją na podłogę. Ściskam w palcach jego koszule i zaraz ją zdejmuje . Zostawia malinki na mojej szyi i odpina mój stanik.  Po chwili on też ląduje na podłodze. Zachłannie całuje mnie w usta jeżdżąc dłońmi po moim ciele. Całuje jego szyję. Badam jego tors . Rozpina moje spodnie i kładzie mnie na łóżku. Oplatam go w pasie nogami. Przesuwam rękoma i dotykam jego barków. Szybko pozbawia mnie bielizny. A ja jego. Zostajemy nadzy. Całuje mnie w usta i delikatnie we mnie wchodzi.  Odchylam głowę do tyłu. Wzdycham mu do ucha. Jest cudownie. Bardzo cudownie. Dochodzę równo z nim.
Leżymy na łóżku. Harry zrywa się słyszą dzwonek do drzwi.
- To pewnie pizza. Śmieję się przewracając na plecy. Harry się ubiera i wychodzi z pokoju, ale po chwili wraca.
- Ali chodź na dół.- Jest zdenerwowany. Podnoszę się i ubieram.
- Co jest?
- Z Kate jest gorzej. Przenieśli ją tutaj do szpitala.
- Gorzej, przecież to tylko zapalenie płuc. Boże.
- No właśnie. Louis jest załamany. - Schodzimy na dół. Lou siedzi na kanapie. Nie wygląda za dobrze. Podchodzę do niego i przytulam. Patrzy na mnie przerażony.
- Wszystko będzie dobrze,
- Tak. Lekarze też tak mówią.
- musi być dobrze.- Kiwa głową i mnie przytula. Harry rozbiera dzieciaki.  Suzi siedzi na dywanie i ogląda bajki. Harry rozmawia z Louisem, a ja zajmuję się Thomasem. Usypiam go na rękach a potem wkładam do wózka.
- Przepraszam, że siedzę wam na głowie- mówi
- Przestań.
- Harry, a co jeśli ona nie wyzdrowieje. Nie reaguje na żadne antybiotyki. Oni mi nie mówią wszystkiego
17:27
Aluś
- Musisz myśleć pozytywnie.
- Myślę, staram się. - Było mi go szkoda. Naprawdę. To nie fajnie być w takiej sytuacji.
- Harry boję się o nią.
- My również.- Wygląda tak strasznie. Jak przerażone małe dziecko. Przytulam go prawie cały czas. Tak mi ich szkoda.
- Mam znajomego lekarza- mówi Harry.- Zadzwonię do niego. Jest jednym z najlepszych.
- Dziękuję.
- Jest mi coś winien więc na pewno ruszy swój tyłek z Szwajcarii.
Suzi chce jeść więc idę do kuchni i przygotowuję kolację. Karmię ją kanapkami. Jest słodka i jak się uśmiecha ma dołeczki. Louis musi ich bardzo kochać skoro co dzień patrzy na dziecko tak podobne do jego przyjaciela.
- Najedzona? - pytam z uśmiechem.
- Tak ciociu.
- Chcesz coś do picia kochanie?
- Soczku marchewkowego.- Wyjmuję szklankę i nalewam dziewczynce soku.
- Dobly - mówi wypijając całą szklankę. Daję jej jeszcze i idzie oglądać. Jest taka kochana. - Tato wlacamy dzisiaj do domku?
- Raczej tak, nie zostaniemy tu.
- Dlaczego? - wtrącam.
- Po co będziesz jeździł w tą i z powrotem.
- Możemy zostać?
- Tak. Doskonale o tym wiesz Lou. Jesteśmy przyjaciółmi.- Mówi Harry. Między nimi jest prawdziwa przyjaźń. Nie tak jak między nim a Niallem.
- Jestem ci wdzięczny. Za wszystko
- Powiedzmy, że jesteśmy kwita.
- Dzięki ..
- Nie ma sprawy. To idę załatwię tego lekarza. A ty połóż córkę spać. Oczy jej się kleją.- Louis bierze ją na ręce. Daję im sypialnie. Zamykam drzwi, żeby im nie przeszkadzać. Słyszę jeszcze jak zaczyna opowiadać jej bajkę. To słodkie. Z uśmiechem idę na dół. Harry rozmawia przez telefon i buja Thomasa w wózku. Siadam na fotelu na niego patrzę. Jest taki cudowny. Będzie wspaniałym ojcem Odkłada telefon i bierze chłopca na ręce. Patrzę na nich z uśmiechem. Nie wiem kiedy zasypiam na fotelu. Budzę się w łóżku, ale Harry'ego nie ma obok. Patrzę na zegarek, jest dopiero po północy. Wstaje i schodzę na dół. Harry śpi na kanapie trzymając na rękach Thoma. To cudowny widok. Ostrożnie biorę chłopca i wkładam go do złożonej kołyski.
- Thom...- Harry budzi się automatycznie
- Jest. Śpi
- Aa...- pociera twarz ręką.
- Idź ja przy nim posiedzę
- Nie. Ty masz jutro do szkoły.
- Nie ważne. Zostanę Tu.
- To chodź-  wyciąga do mnie ręce. Kładziemy się razem na sofie. Wtulam się w niego. Harry całuje mnie w głowę.- Nie wiem jak Lou to wytrzymuje.
- To że kate w szpitalu?
- Tak. Ja bym zwariował.
- Musi wytrzymać. Ma dzieci.
- Tak.
- Ty też byś wytrzymał
- Gdybym musiał- Całuję go w usta - Będzie dobrze.
- Musi być. Oni się bardzo kochają.
- Wiem,.
- Spij skarbie- Ja wierzę ze ona wyzdrowieję. Musi tak być. Ma dla kogo żyć. Zamykam oczy. Po chwili Zasypiam

10 komentarzy:

  1. Zajebisty rozdział :o ;)))!!!!<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział czekam z niecierpliwością na następny.
    PS.Zastanawia tylko co się stało z pizza przecież ją zamówili czy jednak nie

    OdpowiedzUsuń
  3. hej! Zostałaś nominowana do Liebster Awards! Szczegóły tutaj:
    http://something-about-the-boy-harry-styles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Super jest to opowiadanie!!
    Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń